Zielony, tani, mocny. I kobiety go piły

Upijanie się to sprawa osobista. Można to wprawdzie robić grupowo, ale i tak konsekwencje ponosi każdy z osobna. 

Dziwną prawidłowość daje się zaobserwować w kulturze popularnej: od początku swojego istnienia kino piętnuje pijaństwo. Pierwszy film demaskujący ofiary alkoholizmu powstał już w 1902 roku i od tego czasu przemysł filmowy mniej lub bardziej ochoczo przypomina o zgubnych skutkach niepohamowania w kwestii spirytualiów. Od tej reguły jest wszakże jeden wyjątek – jeden uprzywilejowany trunek, który w filmach zamiast do upadku, prowadzi do stanu poetyckiego uniesienia. Trunkiem tym jest absynt. To absyntem właśnie kusi Gary Oldman uroczą Wynonę Ryder w Drakuli Francisa Forda Coppoli. W filmie Moulin Rouge łyk absyntu przynosi bohaterom natchnienie, zaś sam napój przybiera postać malutkiej, lecz zwinnej i błyszczącej na zielono Kylie Minogue.

Czytaj dalej „Zielony, tani, mocny. I kobiety go piły”

Reklamy

Unikaj boisk pod oknami

30 lat temu w amerykańskich miastach pojawił się crack. Crack, czyli kokaina, którą można palić 

Początkowo crack był tani: jedną porcję można było kupić za 2,50 dolara. Nowa forma narkotyku bardzo szybko zaczęła się rozprzestrzeniać – głównie w biednych dzielnicach Nowego Jorku, Los Angeles i Miami. Prasa biła na alarm, Amerykanie wpadli w popłoch, o cracku pisano i opowiadano niestworzone historie. Panika, która wybuchła, jedynie nakręcała popyt: młodzi mieszkańcy mniejszych miast też chcieli spróbować tego mitycznego narkotyku.
Do Polski crack zawitał niecałe dziesięć lat później. Aby się dowiedzieć, jak działa crack i jak wygląda polski rynek tego narkotyku, rozmawiam z Adamem*, dilerem i zarazem osobą uzależnioną od cracku.

6-Fear-and-Loathing-in-Las-Vegas-quotes

– Kiedyś zapalił przy mnie kumpel. I zaczęły się z nim dziać rzeczy zupełnie niepojęte – mówi Adam. – Nagle zaczął szeptać, wszystko przyciszać, chodzić na palcach po mieszkaniu. Podchodził do wizjera i cały czas kogoś tam widział. „Gruby! Gruby, podejdź! Zobacz! On tam jest” – wołał mnie. Kompletna paranoja!

Czytaj dalej „Unikaj boisk pod oknami”

Hrabia i żyroskop

Jeden z najbardziej niezwykłych pomysłów w historii motoryzacji zrodził się w odpowiedzi na prozaiczny problem. Rozwiązanie, choć błyskotliwe i zadziwiające, okazało się jednak mało praktyczne.

W pierwszych latach XX wieku motoryzacja przeżywała swój okres niemowlęctwa, niemniej podstawowe rozwiązania technologiczne zostały już ustanowione i powszechnie zaakceptowane. Najwcześniejsze samochody były w istocie bryczkami bez koni, więc ich projektanci nie musieli wszystkiego wymyślać od zera. Wiedziano na przykład, że aby zapewnić pojazdowi stabilność, musi on mieć przynajmniej trzy koła. A najlepiej cztery. Jednak nie wszyscy podzielali ten stereotypowy pogląd. Do najbardziej znanych przedstawicieli tej ostatniej grupy należał Rosjanin Piotr Szyłowski.

wols
Hrabia Szyłowski (w meloniku) podczas testów swojego pojazdu

Hrabia Piotr Piotrowicz Szyłowski urodził się w starej szlacheckiej rodzinie prawników w Petersburgu w roku 1871. Ukończył Carską Wyższą Szkołę Prawa i rozpoczął na przełomie XIX i XX wieku pracę w administracji cara Mikołaja II. Jego wysokie pochodzenie społeczne i pokrewieństwo z rodziną panującą gwarantowało szybką i wygodną karierę. Młody hrabia swoje powołanie odnalazł jednak z dala od sali sądowej i biur petersburskich pałaców, pełnych łóżkowych, politycznych i finansowych intryg. Jego obsesją była infrastruktura, a konkretnie – jej brak.

Czytaj dalej „Hrabia i żyroskop”

Którą ręką robisz to w domu

Czego się nauczyłam, robiąc porno? Że nie jestem aż tak popieprzona, jak mi się wcześniej wydawało. Że ludzie mają różne fantazje, ale to nie znaczy, że chcą je wcielać w życie. Wystarczy, że zobaczą je na ekranie – mówi Erika Lust, szwedzka reżyserka, która uważa, że może zmienić porno. 

Kładziesz się, smarujesz ciało olejkiem i wywołujesz ducha.
– Jak mam wywoływać ducha? – pyta młoda kobieta w szlafroku.
– Normalnie. Powtarzasz: „Come to me! Come to me!”.
– I co potem?
– Nic. Duch przychodzi, a potem się pieprzycie…
Reżyserka nie traci czasu na wnikanie w szczegóły scenariusza. Daje ostatnie wskazówki operatorce kamery i siada przed swoim monitorem.
– Akcja!

fot. Krzysztof Miękus
fot. Krzysztof Miękus

Młoda kobieta (już bez szlafroka) leży na szezlongu i wykonuje polecenia reżyserki („Come to me! Come to me!”). Jej ciało, pokryte równomierną warstwą fluidu i nasmarowane olejkiem do masażu wygląda w świetle reflektora jakby było z wosku. Kobieta wije się zmysłowo, masuje swoje piersi i wciąż wywołuje ducha, który niechybnie pojawia się w postaci drugiej młodej, nagiej i równie grubo pokrytej fluidem kobiety. Dla Dido (pseudonim tej wywołującej) to drugi film porno w życiu. Pierwszy kręciła kilka godzin wcześniej w tym samym miejscu.

Czytaj dalej „Którą ręką robisz to w domu”

Ręka w służbie wyobraźni

Amerykański pisarz John Cheever uważał, że najlepszym sposobem na poprawę koncentracji w pracy jest masturbacja. Twierdził również, że stan pobudzenia erotycznego wybitnie wyostrza wzrok.

Pisarz dostrzegał wyraźną korelację pomiędzy podnietą seksualną a ostrością widzenia: „Ze sztywnym kutasem mogę przeczytać nawet małe literki w modlitewniku, podczas gdy ze zwiotczałym ledwie widzę nagłówki gazet”. Choć erotyczno-optyczna teza Cheevera nie została nigdy potwierdzona naukowo, to nadmienić trzeba, że pisarze nie tak znowu rzadko opisują swoje doświadczenia masturbacyjne. Flaubert, który z masturbacji zrezygnował w 1844 roku w wieku 22 lat, wrócił do tej praktyki cztery lata później w obliczu niemocy twórczej, jaka go zmogła podczas pracy nad „Kuszeniem świętego Antoniego”.

Dziś sikałem przez całe popołudnie – pisał w liście do bliskiego przyjaciela. – Wczoraj z czystej frustracji zwaliłem sobie konia, czując tę samą beznadzieję, która doprowadzała mnie do masturbacji w szkole, gdy siedziałem w kozie. Wytrysk powalał mi spodnie, co mnie rozśmieszyło.

800px-Egon_Schiele_073
Egon Schiele, Autoportret podczas masturbacji (1911)

Czytaj dalej „Ręka w służbie wyobraźni”

Polski sen o koloniach

Historię polskiego kolonializmu można streścić krótko: nie mieliśmy żadnych kolonii pozaeuropejskich, ale bardzo chcieliśmy je mieć.

Gdy tylko Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku, powstało stowarzyszenie Bandera Polska, z którego wyłoniła się Liga Morska i Rzeczna, a w 1930 roku Liga Morska i Kolonialna.

5101

– W okresie tym system kolonialny był traktowany jako naturalny element układu międzynarodowego. Mimo to Piłsudski nie widział sensu w prowadzeniu polityki w odległych miejscach, nieprzynoszącej bezpośrednich korzyści – tłumaczy historyk Błażej Popławski. – Ale w 1935 roku wódz umiera i liczba członków Ligi nagle zaczyna wzrastać. Z 250-300 tysięcy w 1935 roku do prawie miliona w 1939 roku. To pokazuje skalę społecznego poparcia dla idei kolonializmu w Polsce.

Czytaj dalej „Polski sen o koloniach”

Jak obala się rządy

 Jeszcze sto lat temu reklama produktów opierała się na założeniu, że ludzie kupują tylko to, co jest im potrzebne. Jeśli potrzebują ubrania, kupią sobie spodnie i koszulę. Samochód nabędą, bo jest wygodnym narzędziem do przemieszczania się, a zegarek – ponieważ przyda im się coś, co wskazuje godzinę.

Producenci zachwalali trwałość i praktyczność oferowanych przez siebie przedmiotów. Praktykę tę oraz wiarę, że ludzie kierują się w swoich wyborach racjonalnymi przesłankami zmienił jeden człowiek: Edward L. Bernays. Nie sposób przecenić wpływu, jaki wywarł na XX stulecie.

tumblr_nl23phhOci1tz8mito1_500-1
Źródło

Bernays urodził się w 1891 roku w Wiedniu (był kuzynem Freuda), ale już rok później jego rodzina przeniosła się do Nowego Jorku. Swoją karierę zaczął dość niepozornie, jako agent prasowy. Do jego wczesnych sukcesów należało między innymi wypromowanie śpiewaka operowego Enrica Caruso i Baletów Rosyjskich na rynku amerykańskim. Prawdziwym przełomem była jednak jego praca w Komitecie Informacji Publicznej, czyli biurze propagandy administracji prezydenta Wilsona w okresie I wojny światowej. Zaproponował, by amerykańskie wojska zaangażowane zostały w europejski konflikt pod hasłem „uczynienia świata bezpiecznym dla demokracji”.

Czytaj dalej „Jak obala się rządy”

O tym jak lew zrzucił niedźwiedzia z tronu

Jeżdżąc po polskich miastach można odnieść wrażenie, że naszym narodowym zwierzem jest lew. W Gdańsku na każdym kroku natykamy lwy, w Bytomiu na rynku – lwy, w Gliwicach to samo. W Mysłowicach też. A to dopiero początek listy. O co chodzi z tymi lwami?

Nawet jeśli te spiżowe koty nie zwiastują trwałej pomnikowej manii (bo moda na pomniki papieża trochę już chyba ucichła), to w dociekliwym obserwatorze rzeczywistości muszą budzić niemałe zdziwienie. No bo co ma afrykański, grzywiasty kocur do mrocznej, mroźnej nadwiślańskiej krainy? Dlaczego lew, a nie na przykład swojski, a równie przecież groźny i dostojny niedźwiedź?

Davidours
David i dzikie zwierzęta. Miniatura z Speculum humanae salvationis (XV w.). Źródło: Wikimedia

Odpowiedź może być nieco frapująca: otóż właśnie dlatego lew, żeby to nie był niedźwiedź. Bo jeszcze całkiem niedawno cała Europa czciła niedźwiedzia. A to nie wszystkim się podobało.

Czytaj dalej „O tym jak lew zrzucił niedźwiedzia z tronu”

Jak się robi napój spirytusowy na Kaszubach

To nie jest historia o bimbrownikach. To historia pewnego Nowozelandczyka, który odkrył z niemałym zdziwieniem, że wódka może być dobra. I postanowił ją robić na Kaszubach. Ale droga do tego była dość zawiła. 

Borell 52 LR
fot. Krzysztof Miękus

John Borrell nie należy do ludzi, którzy chadzają na skróty. Jeśli napotyka na przeszkodę, nie szuka drogi okrężnej, lecz metodycznie przeszkodę rozmontowuje wraz z przyczyną jej powstania. Tak było w 1993 roku, gdy kupił malowniczy zakątek ziemi na Kaszubach, kilkanaście kilometrów na północ od Kartuz. Miał 45 lat, za sobą ponad dwudziestoletnią karierę dziennikarską i silną potrzebę stabilizacji. Zapragnął stworzyć coś, co w Nowej Zelandii czy Afryce Południowej określane jest mianem „lodge”: rodzaj ekskluzywnego, rodzinnego pensjonatu ze świetnym jedzeniem, z piwniczką z winem i pięknymi widokami.

Czytaj dalej „Jak się robi napój spirytusowy na Kaszubach”

Groźne narzędzie między nogami

Mówią na Syberii, że najlepszym sposobem na rozwścieczonego i głodnego niedźwiedzia jest młoda kobieta z zadartą spódnicą. Ponoć widok nagiego kobiecego łona tak bardzo uspokaja tego drapieżnika, że nie potrafi się on oprzeć chęci natychmiastowego i pokojowego wycofania się do lasu. 

1024px-La_Fontaine_-_Tales_and_Novels_in_verse_-_v2_p130
Źródło: Wikimedia

Choć może się nam to wydać zaskakujące, w wielu kulturach obnażenie damskiego krocza uznawane jest za skuteczny sposób awaryjnego zażegnywania konfliktów i odstraszania zła. Awaryjnego, bo jednak mało męskiego, ale w razie gdyby inne techniki zawiodły, można odwołać się i do niej. W Katalonii służyć ma ona ujarzmianiu wzburzonego morza. Dlatego żony rybaków, ubrane w spódnice (bez bielizny), tradycyjne żegnają swoich mężów, stojąc po kolana w wodzie.

Czytaj dalej „Groźne narzędzie między nogami”