Robotowi chwała

Gdy Japończycy postanowili zrozumieć kulturę Zachodu, wysłali do Watykanu robota. Nie po to, by z ukrycia podstępnie szpiegował, nagrywał i podłsłuchiwał (wątpliwe, by ktokolwiek chciał poznać tajniki kościelnego państwa), lecz by sprawdzić, jak na taką maszynę zareagują przedstawiciele Kościoła. 

Plastikowy jegomość, który pod koniec lat dziewięćdziesiątych zawitał w papieskiej rezydencji miał na imię ASIMO. Jego wizyta w Rzymie przeszła jednak prawie niezauważona – ot kolejna niecodzienna audiencja u papieża, do jakich media dawno już przywykły. Dla inżynierów Hondy sprawa była jednak poważna: chcieli się dowiedzieć, czy Kościół miałby coś przeciwko człekokształtnym robotom. Kościół nie miał.

giphy

W opinii Europejczyków i Amerykanów, Japończycy są… hmmm… nieco dziwaczni. Manga, anime, karaoke, sumo i harakiri. No i roboty. No właśnie, roboty. Jedna trzecia wszystkich robotów na świecie znajduje się w Japonii. I pomijając całkiem zmyślne, ale w gruncie rzeczy dość nijakie maszyny przemysłowe, to spora część japońskich robotów nie jest niczym więcej niż bardzo zaawansowanymi i drogimi zabawkami dla dużych dzieci. Sami Japończycy jednak widzą tę sprawę zgoła inaczej: zastanawiają się, skąd w kulturze Zachodu wzięła się tak jawna robofobia.

Co nie znaczy, że Amerykanie czy Europejczycy nie lubią robotów. Owszem, lubią, jak wszyscy, ale w istocie jest jedna rzecz, do której podchodzimy z najwyższą rezerwą i obawą: roboty człekokształtne. Głęboko zakorzeniona w nas niechęć do androidów znajduje swoje czytelne odzwierciedlenie choćby w hollywoodzkich filmach (które tak doskonale ujawniają nasze wierzenia, uprzedzenia i lęki). Niemal wszystkie sympatyczne roboty filmowe (R2D2, WALL-E, Johnny 5 z filmu “Krótkie spięcie”, GERTY z “Moon”) bardziej niż ludzi przypominają kubistyczne wersje staroświeckich odkurzaczy. Nieliczne wyjątki potwierdzają regułę – C3PO z “Gwiezdnych Wojen”, czy cierpiący na chroniczną depresję Marvin z “Autostopem przez galaktykę” są bez wątpienia bardzo ludzkie i pocieszne, ale mimo wszystko nikt chyba nie pomyliłby tych blaszaków ze swoim sąsiadem. Natomiast androidy i cyborgi to już zupełnie inna bajka. Terminator, replikanci z “Łowcy androidów”, Bishop z “Obcego”, NS-5 z “Ja, robot” – wszystkie te perfidne i uparte maszyny uzurpujące sobie nasz wygląd nie ustają w spiskowaniu przeciwko ludzkości. Niekiedy za ich paskudnym planem czai się jakiś szalony naukowiec, a kiedy indziej roboty same dochodzą do przekonania, że dwunożne ssaki są zbędnym śmieciem na powierzchni skądinąd przydatnej im ziemi.

Duch ożywia maszynę

Budowanie sztucznych ludzi nie kojarzy nam się dobrze i na domiar złego z daleka śmierdzi niepokorną zabawą w boga. Tak przynajmniej rzecz się ma na Zachodzie. Japończycy nie mają z tym żadnego problemu. Ich roboty mogą przybierać dowolną postać pod warunkiem, że jest to postać ludzka (lub ewentualnie psia). Japońska robomania wybuchła na początku lat 50 XX wieku wraz z pojawieniem się kultowej dziś mangi stworzonej przez jeszcze bardziej kultowego Osamu Tezukę pod tytułem “Testuwan Atomu”. Tytuł sugerował atom (odważna decyzja w 7 lat po Nagasaki i Hiroszimie), bo w rzeczy samej główny bohater mangi napędzany jest energią nuklearną. Testuwan Atomu (znany także jako Astro Boy) dowodził, że technologia – nawet ta najbardziej niszczycielska i złowroga – może służyć pokojowi. Warunkiem jest jednak, by nad bezduszną maszyną panowały ludzkie emocje. Astro Boy jest wprawdzie cyborgiem o wyglądzie chłopca, ale jego serce jest jak najbardziej ludzkie. Dzięki niemu potrafi odróżniać zło od dobra. Wielu socjologów uważa, że tu właśnie należy upatrywać – przynajmniej częściowej – odpowiedzi na pytanie o japońską sympatię do robotów: nie są one postrzegane jako bezduszne maszyny. To wynika prawdopodobnie z szintoistycznej wizji świata, w ramach której wszystkie rzeczy, przedmioty, rzeki, kamienie, domy, samochody itd., a nawet zjawiska atmosferyczne są zamieszkane przez właściwego sobie ducha. Nie ma więc powodu, by duch nie ożywiał maszyny.

astro-boy

Szintoistyczny animizm oczywiście nie tłumaczy wsystkiego. Także inne elementy współczesnej japońskiej kultury przyczyniają się do bezproblemowej asymilicaji robotów w społeczeństwie. Badania dowodzą na przykład, że Japończycy czują się swobodniej w obecności człekokształtnych robotów, niż vis-à-vis prawdziwego homo sapiens. Kilka lat temu profesor Karl MacDorman z uniwersytetu Indiana obserwował dwie grupki osób – jedna rozmawiała z prawdziwą kobietą, druga – z robotem ReplieeQ1 stworzonym na podobieństwo znanej prezenterki telewizyjnej. Okazało się, że ta druga grupa znacznie częściej nawiązywała kontakt wzrokowy ze swoim “rozmówcą”. Obcowanie z robotem pozwala Japończykom obejść bardzo restrykcyjne normy społeczne, jakie regulują ich wzajemne stosunki. Pozornie niewinne zachowania, jak zapytanie policjanta o drogę, czy szukanie porady w supermarkecie, mogą skutkować olbrzymim wstydem dla obydwu stron, jeśli nie dopełni się wszystkich niezbędnych zasad dobrego wychowania. Nawet coś takiego, jak akt przeprosin jest skrajnie zrytualizowany i dzieli się na przynajmniej dziewięć odrębnych typów skłonów, stosownych do stopnia krzywdy, jaką się spowodowało.

Roboty mnożą się na potęgę w japońskim krajobrazie wszędzie tam, gdzie my – ludzie zachodu – oczekiwalibyśmy człowieka. Zaludniają supermarkety (doradzają klientom w zakupach), bary (nie patrzą krzywo na zataczającego się klienta), szkoły i szpitale. Najważniejsze instytuty badawcze uczestniczą od lat w programie, którego celem jest stworzenie doskonałej robotycznej pielęgniarki, która mogłaby w bliskiej przyszłości wyręczyć tę prawdziwą. Stawka jest poważna, ponieważ społeczeństwo japońskie należy do najszybciej starzejących się na świecie i miliony osób już niebawem będą potrzebowały dziesiątek tysięcy pielęgniarek i pielęgniarzy do pomocy. Na początku 2004 roku rządy Filipin i Tajlandii proponowały wysłanie do Japonii własnych pielęgniarek, ale takie rozwiązanie w kontekście japońskim nie wchodziło w grę. Myśl o przyjęciu imigrantów jest w tym kraju traktowana z największą odrazą. W ciągu ostatniej dekady przyznawano średnio 50 tyś. wiz z pozwoleniem na pracę rocznie, mimo iż demografowie wyliczyli, że aby wyrównać skutki starzenia się społeczeństwa, obcokrajowców musiałoby przyjechać przynajmniej 10 razy więcej. W przypadku pielęgniarek, do ksenofobii i oporu związków zawodowych dochodzi jeszcze czysta księgowość: choć roboty są kilkadziesiąt razy droższe niż roczne uposażenie pielęgniarki, to można je w całości wpisać w koszty.

Robot, a sprawa państwowa

Roboty są swoistym papierkiem lakmusowym każdej kultury – jej wierzeń, uprzedzeń, stereotypów i norm społecznych. Możnaby zaryzykować tezę, że aby pojąć jakąś kulturę, wystarczy przyjrzeć się jej robotom. Pobieżny przegląd światowych robotów daje wynik pozornie humorystyczny, ale przecież trzeba pamiętać, że w rozwój tych urządzeń zaangażowane są najtęższe umysły i setki tysięcy dolarów. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w tych maszynach skupiają się potrzeby i marzenia najprawdziwszych ludzi i społeczeństw, które powołały je do istnienia. Amerykanie pokochali na przykład Roombę – odkurzacz, który sprząta sam. W Katarze roboty są dżokejami w wyścigach wielbłądów, wietnamski Topio gra w ping-ponga, szwajcarska Alice jest rozmiarów zegarka, zaś włoski Isaac… no cóż, niestety Isaac zajął dopiero drugie miejsce w mistrzostwach świata w piłce nożnej robotów. Natomiast roboty koreańskie mogą robić cokolwiek, byleby w ciągu 10 lat było ich więcej niż w Japonii. Tak brzmi oficjalny plan koreańskiego rządu.

Roboty uczą nas o nas samych też w sensie całkiem dosłownym. Jak mawia Will Wright – twórca gier komputerowych i robotyk amator – “nie pojmiesz, jak skomplikowana jest ludzka dłoń, dopóki nie spróbujesz zbudować czegoś podobnego. Roboty odzwierciedlają nasze próby zrozumienia, czym jest człowieczeństwo”.

Poszukiwanie człowieczeństwa jest też celem bohatera indyjskiej superprodukcji “Robot / Endhiran”. W tym przedziwnym obrazie łączącym w sobie cechy wszelkich możliwych gatunków filmowych (science fiction, musical, komedia romantyczna, przypowieść religijna, thriler kryminalny) robot postanawia zostać człowiekiem. Staje się emocjonalny, lęka się śmierci, aż wreszcie zakochuje się w kobiecie. Po drodze odwala kilka karkołomnych układów tanecznych i uczestniczy w najbardziej groteskowej scenie pościgu samochodowego, jaka kiedykolwiek została sfilmowana. A gdy chce zasugerować, że jego ostatni upgrade dał mu możność uprawiania seksu, dobywa dwóch świetlnych mieczy i wywija nimi na lewo i prawo z pieśnią na ustach. Poszukiwanie człowieczeństwa kończy się jednak źle zarówno dla niego, jak i dla człowieczeństwa.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s