Droga do nieśmiertelności

Jeśli przyznawanoby jakąś nagrodę dla polityków za szczególnie odważne lub oryginalne programy wyborcze, z pewnością przypadłaby ona (pośmiertnie) Leonardowi Jonesowi z Kentucky. Jones bezskutecznie, acz wytrwale ubiegał się o fotel prezydenta USA przez dwie dekady w latach 50 i 60 XIX wieku. Jego program był ponad wszelką wątpliwość oryginalny i ambitny, choć cechował go również skrajny minimalizm. 

Jones nie proponował niczego w takich dziedzinach, jak ekonomia, polityka społeczna, edukacja, czy gospodarka. Właściwie nie proponował niczego poza samym sobą i swoim życiem. A życie jego – jak zapewniał – miało nie mieć końca. Jones twierdził po prostu, że jest nieśmiertelny. I że w zasadzie każdy może się stać nieśmiertelny pod warunkiem, że będzie się gorliwie modlił i pościł. Niestety polityk zmarł dość niespodziewanie w 1868 roku.

Leonard
Leonard „Wieczne Życie” Jones

Leonard Jones nie był jedyną osobą głoszącą tezę o swojej nieśmiertelności. Za takiego uważał się na przykład grecki filozof Empedokles. Aby przekonać niedowiarków, że naprawdę śmierć się go nie ima, rzucił się w rozżarzony krater Etny. Wulkan po jakimś czasie wypluł jeden jego sandał (wykuty z brązu), co sceptycy uznali za dowód na to, że filozof się mylił. Za nieśmiertelnego uchodził także uzdolniony osiemnastowieczny skrzypek i alchemik znany pod pseudonimem Hrabiego de Saint Germain. Hrabia co prawda zmarł w 1784 roku, ale widywany jest – jak zeznają świadkowie – po dziś dzień i ciągle wygląda na czterdziestkę. W latach 70 XX wieku pewien francuski magik i piosenkarz doszedł do wniosku, że sam jest wcieleniem Saint Germaina, dzięki czemu zyskał spory rozgłos i majątek. Wsławił się też tym, że przed kamerami telewizji zamienił ołów w złoto przy pomocy kuchenki turystycznej. Jego sława trwała jednak krótko, majątek się rozszedł i w 1983 roku Richard Chanfray popełnił samobójstwo.

Wgrywanie umysłu

Choć może to zabrzmieć paradoksalnie, samobójstwo jest warunkiem przejścia w stan nieśmiertelności. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy pracujący nad techniką mind uploadingu, czyli wgrywania umysłu. Amerykański badacz Kenneth Hayworth przepowiada, że w nieodległej przyszłości możliwe będzie stworzenie mapy wszystkich połączeń pomiędzy neuronami w mózgu i tym samym odtworzyć w komputerze umysł człowieka wraz z jego osobowością, emocjami i wspomnieniami. Warunkiem dokonania mind uploadingu ma być jednak poddanie się skomplikowanej operacji w wyniku której odpowiednio spreparowany mózg zostanie pocięty na miliardy paseczków o grubości 30 mikronów, zeskanowany i przetłumaczony na kod komputerowy. Nieśmiertelność, którą proponuje Hayworth byłaby więc istnieniem jedynie w pamięci komputera. Brzmi nieludzko, ale wielu jest skłonnych przyznać, że to i tak lepsze niż poddanie się procesowi zamrażania w nadziei na to, że ktoś kiedyś nauczy się taką mrożonkę ożywiać. Krytycy Haywortha uważają wszelako mind uploading za mrzonkę. Owszem, udało się odtworzyć mapę połączeń neuronowych w mózgu pewnego zwierzątka, ale był to milimetrowych rozmiarów robaczek C. elegans, którego cały rozum zamknięty jest w 302 neuronach. Gdyby zastosować tę samą technikę do ludzkiego mózgu, cały projekt trwałby 600 milionów lat. Niezrażony Hayworth uważa jednak, że wszelkie trudności zostaną przezwyciężone jeszcze w tym stuleciu.

C. elegans. Źródło
C. elegans (źródło)

Nieśmiertelność nie jest wyłącznie domeną alchemików, magików z kuchenkami turystycznymi, czy szalonych naukowców. Pewien rosyjski przedsiębiorca uznał bowiem, że nieśmiertelność może być zupełnie sensownym pomysłem na biznes. Dmitrij Ickow, założyciel firmy Avatar, proponuje najbogatszym ludziom świata przedpłaty na program tyleż ambitny, co rozsądny terminowo. Ickow obiecuje, że w ciągu 10 lat uda się zatrudnionym przez niego naukowcom skonstruować robota, któremu będzie można wszczepić ludzki mózg. W ciągu 20 lat powstanie technologia, dzięki której mózg zostanie zastąpiony przez komputer. A do 2045 roku technologia będzie tak zaawansowana, że umysł w komputerze będzie sterował ciałami o dowolnie zmieniających się kształtach, zdolnych pływać, latać, pełzać i przenikać przez ściany. Przepowiednie Ickowa o nieśmiertelności brzmią nierealnie, ale model biznesowy jego firmy zdaje się mieć mocne podstawy. Avatar otworzył przedstawicielstwo w Kalifornii, a patronami przedsięwzięcia zostali Władimir Putin i Dalai Lama (który jest jakoby wiecznie powracającą reinkarnacją tego samego mędrca, więc coś o nieśmiertelności wiedzieć musi).

Najsłynniejszy człowiek świata i jego pompa

Pomysł, by ciało biologiczne wspierać technologią nie jest nowy. Taką myśl sformułował dwieście lat temu pionier medycyny doświadczalnej Julien-Jean-César Le Gallois. „Gdyby udało się – pisał – stworzyć urządzenie dostarczające krwi tętniczej [do wyjętego z organizmu narządu], to można by z łatwością utrzymywać przy życiu dowolną część ciała przez nieograniczony czas”. Le Gallois mylił się co do tego ostatniego, albowiem komórki mogą się dzielić ograniczoną liczbę razy, a co za tym idzie, żaden narząd nie może trwać wiecznie, ale o tym naukowcy dowiedzieli się dopiero w 1961 roku. Sam Le Gallois eksperymenty z ożywianiem bądź podtrzymywaniem przy życiu fragmentów ciał podejmował (do najbardziej zuchwałych, a zarazem odrażających doświadczeń należała próba ożywienia głowy skazańca ściętego gilotyną), ale nie był w stanie utrzymać żadnego organu przy życiu dłużej niż kilka minut. Następcy francuza osiągnęli pewne sukcesy, ale nawet w najlepszych wypadkach, obumieranie komórek bądź zakażenie pojawiało się po góra kilku godzinach.

204

Przełom nastąpił dopiero w latach 30 XX wieku za sprawą dość nieoczekiwanej współpracy dwóch ludzi. Jednym z nich był francuski biolog i chirurg doświadczalny pracujący w nowojorskim Instytucie Rockefellera, laureat nagrody Nobla w 1912 roku, Alexis Carrel. Drugim był Charles A. Lindbergh, pilot, który w 1927 roku samotnie pokonał Atlantyk podczas pamiętnego lotu z Nowego Jorku do Paryża. Lindbergh był najbardziej znaną osobą na świecie na przełomie lat 20 i 30, o Carrelu mówiono natomiast, że jest najbystrzejszy. Słynął również z ekscentryczności. Kazał przemalować wszystkie pomieszczenia swojego laboratorium na czarno, nosił czarny fartuch i czarne rękawiczki i maskę. Tak samo w pracy ubierać się musieli jego współpracownicy. Charles Lindbergh zabiegał o spotkanie ze słynnym chirurgiem, ponieważ szukał ratunku dla swojej ciężko chorej na serce szwagierki. Nie pojmował dlaczego nie można naprawić czegoś zdawałoby się tak banalnego, jak zastawka serca. Przyrównywał ją do zaworu, a samo serce do silnika lotniczego. 30 listopada 1930 roku pojawił się w Instytucie Rockefellera, aby zadać jedno pytanie: czy nie dałoby się wyjąć serca z ciała chorej dziewczyny, naprawić niesprawną zastawkę i włożyć je z powrotem? Okazało się, że Carrel pracował nad podobnym zagadnieniem, ale szedł jeszcze dalej: eksperymentował z hodowlą tkanek i szukał sposobu na produkowanie w probówkach części zamiennych dla ludzi. Badania od jakiegoś czasu nie posuwały się jednak do przodu, a wszystkie próby utrzymania przy życiu narządów większych niż kurze bądź mysie, kończyły się fiaskiem.

1024px-Charles_Lindbergh_and_the_Spirit_of_Saint_Louis_(Crisco_restoration,_with_wings)
Charles A. Lindbergh

Lindbergh szybko pojął, że problem, z którym zmaga się Carrel jest natury technicznej, a nie medycznej. System pomp i naczyń, do których uczony wkładał pozyskane narządy nie był wystarczająco wydolny, aby sprawnie doprowadzać płyny ustrojowe, ani wystarczająco szczelny, by uniknąć zakażenia. Zaczął pracować nad udoskonaleniem systemu Carrela i metodą prób i błędów w 1935 roku udało mu się skonstruować to, czego przeszło od  stu lat szukali najbardziej przenikliwi wizjonerzy chirurgii: pompy pozaustrojowej do perfuzji narządów (czyli do dostarczania narządom w probówce odpowiednich ilości płynów ustrojowych).

Lindbergh i Carrel przy udoskonalonej przez lotnika pompie perfuzyjnej.
Lindbergh i Carrel przy udoskonalonej przez lotnika pompie perfuzyjnej.

Linbergh nie zdążył uratować swojej szwagierki (zmarła pod koniec 1934 roku), niemniej zbudowana przez niego pompa umożliwiła skonstruowanie w 1951 roku pierwszego działającego płucoserca – urządzenia niezbędnego do przeprowadzania operacjacji na otwartym sercu. Carrelowi nigdy nie udało się stworzyć fabryki części zamiennych dla ludzi. Nigdy też nie udało mu się też wyhodować tkanki mózgowej. Pojął, że nie tędy droga do nieśmiertelności.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s