Zrodzone z pesymizmu, czyli co mają ze sobą wspólnego igrzyska olimpijskie i ogródki działkowe

Pracownicze ogródki działkowe nie są reliktem komuny. Tak samo jak wegetarianizm, igrzyska olimpijskie i naturyzm, są dziedzictwem dziewiętnastowiecznego pesymizmu, przekonania, że świat zmierza nieuchronnie ku zagładzie, a ludzie powoli, lecz nieubłaganie staczają się do stanu zwyrodnienia.

W trójkącie pomiędzy ulicą Hajducką i aleją Wojowników o Wolność i Demokrację w Chorzowie kryją się pozostałości ogródków działkowych pochodzących z 1905 roku. To najstarsze zachowane na ziemiach polskich tego rodzaju założenie urbanistyczne. Niekiedy mieszkańcy miasta nazywają je „ogrodami schreberowskimi” podkreślając tym samym jego niemiecką genezę. Faktycznie w języku niemieckim utarło się ogródki działkowe nazywać Schrebergärten, nawiązując do postaci Moritza Schrebera (1808 – 1861) – lekarza, autora popularnych książek o wychowaniu młodzieży. Schreber zalecał w stosunku do dzieci – zwłaszcza płci męskiej – żelazną dyscyplinę i wojskowy dryl. Wszelką słabość należało ganić, a siłę chwalić, lecz niekoniecznie nagradzać, albowiem jakakolwiek oznaka rodzicielskiej miłości mogłaby prowadzić do zniewieścienia i zmiękczenia charakteru. Choć książki Schrebera sprzedawały się jak świeże bułeczki, to trudno powiedzieć, by jego własne potomstwo czyniło dobrą reklamę teoriom wychowawczym ich ojca. Jeden z jego synów popełnił samobójstwo, drugi zaś żył w przeświadczeniu, że Bóg nieustannie próbuje go zgwałcić i zapłodnić wysyłając promienie słońca do jego odbytu. Zygmunt Freud był tak zafascynowany tym przypadkiem, że napisał o nim książkę.

Heilgymnastik_an_Zanderschen_Apparaten
Aparaty do gimnastyki Moritza Schrebera. Miały imitować ruchy charakterystyczne dla pracy fizycznej na farmie.

Sam Schreber nie wymyślił idei ogródków działkowych, a jedynie stał się patronem pierwszego zespołu działek powstałego w Lipsku w latach 60 XIX wieku. Bez wątpienia jednak jego książki były inspiracją do tworzenia tego typu przedsięwzięć. Pisma Schrebera zawdzięczały swoją popularność (jak to na ogół z popularnością bywa) temu, że mówiły ludziom to, o czym i tak przekonani byli już wcześniej. A przekonani byli, że świat schodzi na psy, że wszystko się degeneruje, że ludzkość ulega wstecznej ewolucji i że właściwie nie ma na to ratunku. Ludzie stają się coraz słabsi, chorowici, niżsi, umierają coraz młodziej, popadają w alkoholizm, narkomanię, szerzy się przestępczość i prostytucja. Zamiast kultury, dominuje chęć zysku, zamiast duchowości – prymitywny materializm. Za siedlisko całego tego zła uznawano wielkie przemysłowe miasta, a za winnych – krwiożerczych, bezwzględnych kapitalistów, właścicieli fabryk. Główną ofiarą mieli zaś się stawać przedstawiciele klasy robotniczej – w większości przybyli dopiero co biedacy ze wsi. To wśród przedstawicieli tej ostatniej grupy najwyraźniej było widać zgubne skutki „rewolucji przemysłowej” (określenie to miało pierwotnie bardzo pejoratywne znaczenie) – patologie, choroby środowiskowe i społeczne. Ówcześni intelektualiści (niezależnie od przekonań politycznych) za ten stan rzeczy winą obarczali kapitalizm i jego beneficjentów – fabrykantów, bankierów, bogatych mieszczan.

Przetrwają najmierniejsi

Dziś trudno sobie wyobrazić do jakiego stopnia Europa XIX wieku pogrążona była w stanie przygnębienia. Stan ten był tym dotkliwszy, że nastał po czasach oświeceniowego optymizmu (muzyka Mozarta!). W odróżnieniu od oświeceniowych entuzjastów, romantyków cechowała zaduma nad niespełnieniem, śmiercią i gaśnięciem. Nawet naukowcy tego czasu woleli zajmować się rozpadem i regresem. Ulubionym tematem historyków stał się zmierzch imperiów i upadek cywilizacji, fizycy badali zjawisko entropii (nieuchronna przemiana ładu w chaos), biolodzy snuli zaś domysły na temat zagłady dinozaurów. Nawet teoria ewolucji Darwina z wersji optymistycznej (przetrwają najsilniejsi) szybko została skorygowana do postaci pesymistycznej (przetrwają najmierniejsi, bo statystycznie jest ich najwięcej). W literaturze przełomu XIX i XX wieku motywy kulturowego pesymizmu i degeneracji społeczeństw spotkać można niemal na każdym kroku: u Dostojewskiego, Zoli, Hugo, Conrada, Prusa. Wszyscy oni opisywali świat, w którym triumfuje chciwość i zepsucie, natomiast miłość, sztuka i Bóg umierają. Demony epoki uosabiali Kuba Rozpruwacz, Dorian Gray z powieści Oscara Wilde’a (piękny młodzieniec, który zachowuje powierzchowną młodość i urodę, choć wewnątrz gnije), hrabia Drakula, doktor Jeckyll / pan Hyde, a także Kurtz z „Jądra Ciemności” Josepha Conrada. Szalony, żądny zysku i władzy Kurtz stworzył sobie udzielne państewko w górnym biegu rzeki Kongo, ale dla czytelników Conrada było jasne, że Kurtzami są opętani chciwością bankierzy i fabrykanci mamiący robotników wizją fałszywej utopii.

Lewis Hine, "Mechanik przy pompie parowej w elektrowni" 1920
Lewis Hine, „Mechanik przy pompie parowej w elektrowni” 1920

Paradoksalnie, ta depresja i pesymizm kulturowy towarzyszyły bezprecedensowemu rozwojowi techniki, szerzeniu się demokracji, swobód i praw obywatelskich. Sufrażystki walczyły o prawa kobiet, prasa walczyła z przejawami wyzysku w koloniach, w laboratoriach i pracowniach wynalazców wrzało od kreatywności. Za życia jednego zaledwie pokolenia – od połowy XIX wieku do wybuchu I Wojny Światowej, wymyślono lub wprowadzono w użycie większość wynalazków, które (nie licząc układów scalonych i komputerów) kojarzymy z nowoczesnością: żarówkę elektryczną, fonograf (rejestrację dźwięku), film, samochód, samolot, radio, telefon, muzykę elektroniczną i wiele innych rzeczy. Naukowy, techniczny, gospodarczy, a nawet społeczny rozwój postrzegany był jednak przez wielu intelektualistów jako ostateczny dowód na to, że świat schodzi na psy. Bo zamiast tworzyć wiekopomne dzieła kultury, wymyślano coraz to nowe maszynki, zamiast myśleć o sprawach duchowych, kombinowano, jak zarobić, a prawa człowieka i demokracja służą głównie łatwym do manipulowania masom, a nie silnym jednostkom wybitnym i intelektualnym elitom. Także w sztuce węszono zepsucie i marność. Węgierski lekarz żydowskiego pochodzenia, Max Nordau, nazwał współczesną sobie twórczość artystyczną mianem zwyrodniałej, zaś Fryderyk Nietzsche stracił wszelką nadzieję na ratunek dla ludzkości, gdy jedyny podziwiany przez niego artysta – Richard Wagner – stał się popularny wśród mas. Dla Nietzschego te dwie rzeczy były nie do pogodzenia: bycie wielkim artystą i bycie podziwianym i popularnym artystą.

Objawienie w Rugby

Dla olbrzymiej rzeszy pesymistów (zwłaszcza niemieckich) jedynym sposobem na odrodzenie europejskiej kultury była jej całkowita zagłada. Tylko na zgliszczach starego może powstać nowe – dowodzili. Stąd między innymi entuzjazm, z jakim witali I wojnę światową. Nie wszyscy jednak podzielali tak skrajne opinie. Z wolna rodziła się też grupa pozytywistów, modernistów, którzy uważali, że świat da się uratować, a zwyrodnieniu można przeciwdziałać. To przeciwdziałanie rozumieli zresztą jak najzupełniej dosłownie. Postulowali więc, że miastu (siedlisku zła) trzeba przeciwstawić wieś i przyrodę (kojarzoną z arkadią i szczęśliwością). Skoro nie można całkowicie zrezygnować z życia w mieście, to może przynajmniej stworzyć w nim namiastkę tej przyrody w postaci parków miejskich, albo wręcz w postaci miast–ogrodów (w myśl tej koncepcji powstał katowicki Giszowiec). Wspomniane wcześniej ogródki działkowe miały służyć temu, by mieszkańcy miast mieli możliwość spędzania wolnego czasu w czymś, co było tak bliskie przyrody, jak to tylko możliwe. Z podobnych przesłanek promowano wegetarianizm i naturyzm – jako przejawy życia w harmonii z przyrodą, unikającego przemocy i aprobującego cielesność. Zbliżonym celom służyć miały domy kultury i kółka artystyczne tworzone w dzielnicach i środowiskach robotniczych. Oczekiwano, że kontakt z kulturą uwzniośli tę grupę społeczną, która najbardziej narażona jest na degenerację.

timbre-francais-pierre-coubertin-salut-olympique

Podobnie rzecz miała się ze sportem – dotąd traktowanym przez elity po macoszemu. Twórca współczesnego ruchu olimpijskiego, Pierre de Coubertin doznał ponoć objawienia, gdy w 1883 roku odwiedził angielską szkołę w miejscowości Rugby i poznał tajniki krzewionej tam kultury fizycznej. Doszedł do wniosku, że to sport stał się kluczem do gospodarczego i kulturowego sukcesu Anglii w XIX wieku, podczas gdy brak wychowania fizycznego we Francji przyczynił się do takich klęsk, jak wojna francusko-pruska, Komuna Paryska, Napoleon III i afera Dreyfusa. Idee de Coubertina szybko trafiły na podatny grunt  i zrozumienie ze strony innych pozytywistów szukających sposobu na degenerację społeczeństw, dzięki czemu ruch olimpijski przeobraził się w istniejące do dziś święto lekkiej atletyki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s