Zielony, tani, mocny. I kobiety go piły

Upijanie się to sprawa osobista. Można to wprawdzie robić grupowo, ale i tak konsekwencje ponosi każdy z osobna. 

Dziwną prawidłowość daje się zaobserwować w kulturze popularnej: od początku swojego istnienia kino piętnuje pijaństwo. Pierwszy film demaskujący ofiary alkoholizmu powstał już w 1902 roku i od tego czasu przemysł filmowy mniej lub bardziej ochoczo przypomina o zgubnych skutkach niepohamowania w kwestii spirytualiów. Od tej reguły jest wszakże jeden wyjątek – jeden uprzywilejowany trunek, który w filmach zamiast do upadku, prowadzi do stanu poetyckiego uniesienia. Trunkiem tym jest absynt. To absyntem właśnie kusi Gary Oldman uroczą Wynonę Ryder w Drakuli Francisa Forda Coppoli. W filmie Moulin Rouge łyk absyntu przynosi bohaterom natchnienie, zaś sam napój przybiera postać malutkiej, lecz zwinnej i błyszczącej na zielono Kylie Minogue.

“Jeden kubek zastępował wieczorne gazety, wszystkie dawne wieczory w kawiarniach, kasztany, które zapewne kwitły teraz, w tym miesiącu” – pisał Ernest Hemingway. Absyntowi przypisywano działanie halucynogenne. Twierdzono także, że zawarty w nim ekstrakt z piołunu “otwiera umysły” i przynosi upojenie „jasne i klarowne”. Mówiono jednak też, że absynt przywodzi ludzi do szaleństwa i skłania ich do dokonywania czynów strasznych i gwałtownych. Van Gogh miał jakoby obciąć sobie ucho na skutek zamroczenia absyntem, a Paul Verlaine w podobnych okolicznościach zniszczył kolekcję słoi, w których jego matka trzymała poronione przez siebie płody. O Alfredzie Jarry’ym z kolei krążyła anegdota, że po przeciągających się sesjach absyntu zwykł wsiadać na swój ukochany rower i objeżdżać Paryż z twarzą i rękami umazanymi zieloną farbą – na cześć “zielonej wróżki”, jak określano ten pełen tajemnic napój. Hemingway sprawę absyntu podsumował z charakterystyczną dla siebie zwięzłością: “podobno przeżera mózg, ale ja w to nie wierzę. Tylko odmienia myśli”.

Ku chwale Francji

Historia absyntu sięga nieco ponad dwa wieki wstecz. Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Opracowanie receptury przypisuje się niejakiemu Pierre’owi Ordinaire’owi – francuskiemu lekarzowi osiadłemu w szwajcarskiej dolinie Val de Travers. Stworzony przez niego trunek miał być lekarstwem. Na wszystko. Piołun bowiem (franc. grande absinthe) stosowany był do różnych celów medycznych przynajmniej od starożytności – do odrobaczania, do wywoływania miesiączki (już Egipcjanie mieli swoją wersję pigułki “dzień po”), na chorobę morską, na dziesiątki innych schorzeń, w tym na lenistwo. Oryginalna receptura doktora Ordinaire’a nie przetrwała do dzisiejszych czasów (nie wykluczone zresztą, że naprawdę nigdy nie istniała), jednak obejmowała zapewne kluczowe składniki wszystkich absyntów: piołun, owoc anyżu oraz koper włoski. No i oczywiście dużo alkoholu, ponieważ olejki tych roślin nie rozpuszczają się w wodzie.

Edouard_Manet_-_The_Absinthe_Drinker_-_Google_Art_Project
Édouard Manet, Pijący absynt (1858-59)

Z początku absynt nie zaznawał większego sukcesu. Na niewielką skalę produkowany był we wspomnianej szwajcarskiej dolinie oraz we wschodniej Francji. Sytuacja zmieniła się dopiero w latach 40 XIX wieku, gdy francuskie wojska kolonialne walczące w Algierii zaopatrzono w pokaźne zapasy absyntu. Żołnierze mieli go spożywać codziennie w celu uniknięcia malarii, biegunki, robaków i wszelkiego innego świństwa. No i lenistwa rzecz jasna. Bo przecież absynt był przede wszystkim lekarstwem. Co ciekawe, uważany był także za skuteczny lek na alkoholizm. Powracający do ojczyzny żołnierze przywieźli ze sobą upodobanie do tego gorzkiego trunku o charakterystycznie mdłym, przenikliwym anyżkowym aromacie. Picie absyntu powoli stawało się modne – było wszak symbolem patriotycznego poświęcenia. Z czasem jednak nastroje patriotyczne ustąpiły miejsca postawom zdecydowanie bardziej niepokornym: absynt stał się napojem bohemy. Verlaine, Rimbaud,  Beaudelaire, a później Van Gogh, Toulouse-Lautrec (który absynt zamiast z wodą, mieszał z koniakiem), Oscar Wilde, Picasso i inni.

W latach 60 i 70 XIX stulecia absynt stał się tak popularny w paryskich knajpach (a było ich wówczas ponad 360 tysięcy), że godzinę 17 nazywano “zieloną godziną”. To jednak nie bohema, ani żołnierze przyczynili się do tego, że absynt stał się we Francji produktem masowym. Do tego przyczynił się przede wszystkim zawarty w nim alkohol (nawet do 70%) i niska cena. I jeszcze jedno: zaraza przywleczonej z Ameryki Północnej mszycy, która zdziesiątkowała francuskie winnice. Szacuje się, że pomiędzy 60% a 90% winnic we Francji padło w tych latach jej łupem. Ceny wina rosły wykładniczo, podczas gdy absynt taniał z dnia na dzień. Pączkujące jedna po drugiej wytwórnie konkurowały ze sobą reklamami oraz podejrzanymi metodami produkcji. Zdarzały się przypadki skażenia napoju spirytusem metylowym, niektórzy wytwórcy zamiast chlorofilu, do barwienia absyntu stosowali siarczan miedzi. Nic więc dziwnego, że absynt zaczynał stopniowo zyskiwać złą sławę.

The_Absinthe_Drinker_by_Viktor_Oliva
Viktor Oliva, Pijący absynt

Absyntyzm

Pod koniec XIX wieku coraz wyraźniej do głosu dochodzili zwolennicy zakazu produkcji i sprzedaży absyntu. Wiązało się to z ogólnoświatowym ruchem dążącym do ograniczenia społecznych plag nękających wielkie miasta epoki przemysłowej. Alkoholizm był bez wątpienia jednym z poważniejszych społecznych problemów dotykających zwłaszcza klasy niższe robotniczych miast Europy i Ameryki. Dlaczego jednak padło właśnie na absynt? Częściowo dlatego, że był tani, mocny i popularny. Piły go klasy niższe oraz bohema – środowiska postrzegane jako niebezpieczne dla “zdrowej tkanki społecznej”. Absynt był także pierwszym alkoholem jawnie reklamowanym dla kobiet i spożywanym przez nie. Stał się symbolem ich seksualnej i społecznej emancypacji. A to bardzo kłuło w oczy konserwatywnie nastawionych mężczyzn epoki wiktoriańskiej. W pewnym momencie  do debaty włączył się także przemysł winiarski, który na początku XX wieku powoli podnosił się z zapaści. Dla winiarzy sprawą życia i śmierci było przekierowanie dyskusji o alkoholizmie na tor, który dla nich byłby bezpieczny. Zamiast więc bronić się przed argumentami zwolenników prohibicji, należało znaleźć kozła ofiarnego. Kampania okazała się tak skuteczna, że z języka francuskiego początku wieku zniknęło słowo “alkoholizm” zastąpione przez nowe: “absyntyzm”. W sukurs przyszli wreszcie naukowcy, którzy dostarczali dowodów (często wątpliwej jakości) na destrukcyjne działanie tujonu zawartego w piołunie.

affiche_absinthe
Koniec „zielonej wróżki” (eliminacja absyntu w Szwajcarii)

Moralna panika rozkręcona przez ówczesną prasę kazała naświetlić każdy przypadek, w którym absynt mógł prowadzić do zła. Ostateczny cios zielonemu trunkowi zadany został w kraju jego pochodzenia. Jesienią 1905 roku Jean Lanfray, robotnik spod Lozanny, bestialsko zamordował swoją ciężarną żonę i dwójkę dzieci. Podczas rozprawy, czołowy szwajcarski psycholog dr Albert Mahaim orzekł, że Lanfray cierpi na “klasyczny przykład szaleństwa spowodowanego absyntem”. Lanfray przed zbrodnią wypił bowiem dwa kieliszki zielonego napoju. I choć wypił także dwa litry wina, sześć kieliszków koniaku, dwie kawy z brandy oraz dwa likiery miętowe, to sąd i opinia publiczna skupiła się wyłącznie na absyncie. Na skutek tej zbrodni nie trzeba było długo czekać: zakaz produkcji, transportu i sprzedaży “zielonej wróżki” został wpisany do szwajcarskiej konstytucji (uchylono go dopiero w 2005 roku). We Francji zakaz wprowadzono w 1914 roku, gdy naród szykował się do wojny. Argumentowano, że absynt obniży zdolność bojową żołnierzy i rozleniwi ludność.

Dziś absynt znów jest legalny w całej Europie, jednak większość jego amatorów, to Amerykanie. Powód? Dość prosty: w Ameryce absynt wciąż jest nielegalny. Wszak nic nie smakuje tak, jak zakazany owoc.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s