Unikaj boisk pod oknami

30 lat temu w amerykańskich miastach pojawił się crack. Crack, czyli kokaina, którą można palić 

Początkowo crack był tani: jedną porcję można było kupić za 2,50 dolara. Nowa forma narkotyku bardzo szybko zaczęła się rozprzestrzeniać – głównie w biednych dzielnicach Nowego Jorku, Los Angeles i Miami. Prasa biła na alarm, Amerykanie wpadli w popłoch, o cracku pisano i opowiadano niestworzone historie. Panika, która wybuchła, jedynie nakręcała popyt: młodzi mieszkańcy mniejszych miast też chcieli spróbować tego mitycznego narkotyku.
Do Polski crack zawitał niecałe dziesięć lat później. Aby się dowiedzieć, jak działa crack i jak wygląda polski rynek tego narkotyku, rozmawiam z Adamem*, dilerem i zarazem osobą uzależnioną od cracku.

6-Fear-and-Loathing-in-Las-Vegas-quotes

– Kiedyś zapalił przy mnie kumpel. I zaczęły się z nim dziać rzeczy zupełnie niepojęte – mówi Adam. – Nagle zaczął szeptać, wszystko przyciszać, chodzić na palcach po mieszkaniu. Podchodził do wizjera i cały czas kogoś tam widział. „Gruby! Gruby, podejdź! Zobacz! On tam jest” – wołał mnie. Kompletna paranoja!

I dlatego postanowiłeś sam spróbować? 

Jeszcze nie wtedy, ale stało się dla mnie jasne, że to mocna rzecz. Gdy sam potem zacząłem palić, zrozumiałem, że crack wzmacnia lęki, które tkwią w człowieku. Ja np. jestem hipochondrykiem, więc gdy wezmę buszka, to zaraz zaczynam mierzyć sobie ciśnienie, tętno, wciągam całą szufladę leków.

Czym właściwie jest crack? 

To niemal czysta postać kokainy – wygotowana z wszystkich brudów, doprowadzona do postaci twardego kamienia. Gotuje się ją w wodzie z dodatkiem sody lub amoniaku. Z amoniakiem jest taki kłopot, że potem śmierdzi. Zdecydowanie wolę sodę. Crack powinien być twardy, powinien strzelać, gdy się go łamie, i trzeszczeć, gdy się pali. To oznaka dobrej jakości. Zresztą nie da się go zrobić z byle czego. Minimum 70-80 proc. czystej kokainy musi być. Dla porównania miejski koks rzadko ma więcej niż 30 proc. Znam nawet przypadki, że nie ma nic. Tylko mieszanka efedryny, kofeiny, lidokainy, benzokainy. I to jest koks, który ludzie wąchają i na nim odlatują.

Rozpoznasz dobry towar? 

Oczywiście. Po zapachu, smaku, strukturze. Jak już zażyjesz, to powinieneś mieć ochotę na seks. I powinieneś móc go uprawiać.

A co z crackiem? Miałeś swoje lęki i co potem? 

Lęki lękami, ale tego kopa, którego dostajesz, nie możesz niczym zastąpić. Bo kokaina wiąże się z różnymi przyjemnościami i czynnościami życiowymi. Uprawiasz seks z dziewczyną, walniecie po kresce i seks staje się o wiele intensywniejszy. Piszesz artykuł, wciągniesz koks i się orientujesz, że nigdy wcześniej tak ci się nie pracowało. No i już nie ma odwrotu. Nie potrafisz uprawiać seksu bez koksu ani nic bez tego nie napiszesz. To jak klej dwuskładnikowy – jest jedno, to musi być i drugie. A crack daje nieporównanie mocniejsze doznania niż zwykły proszek. No i nieporównanie szybciej uzależnia. Psychicznie, bo nie towarzyszą temu bóle jak w przypadku hery. To jest uzależnienie psychiczne, którego nie potrafisz zwalczyć.

Wzmacnia tylko dobre doznania czy wszystkie? 

Wszystkie. Słyszysz np. wodę płynącą w rurach, ale ona w sąsiednim bloku płynie! Wszystko razy tysiąc. Na co dzień najbardziej mnie wkurza boisko, które mam pod oknem – hałas odbijanej piłki kiedyś mnie zabije. Więc dobra rada: jeślibyś szukał mieszkania, to koniecznie sprawdź, czy nie ma pod oknem boiska, bo to koszmar!

Panujesz jakoś nad swoim paleniem? 

Myślę, że potrafię nad tym zapanować. U mnie jedna kulka (ok. 0,3 g) starcza na jakieś dwie godziny. Wypalę dwie lub trzy i koniec. Ale znam kolesi, którzy rozmontowują jedną kulkę w kwadrans i wypalają ich 15 na dobę! Dla mnie to jest na granicy dawki śmiertelnej.

To chyba dość kosztowne? 

Jedna kulka kosztuje 150 zł, więc ci kolesie puszczają z dymem ponad 2 tys. zł w jeden wieczór. Znam przypadek dilera, który dopóki nie ruszał cracku, wyglądał jak milion dolarów – domy, samochody sportowe, modne ciuchy. Raz zdecydował się zapalić i w trzy lata przepalił trzy miliony. To nie było śmieszne. Potrafił się na kilka dni zamykać na strychu, ze zdechłymi gołębiami, sam sobie tam gotował towar, nic nie jadł, sikał w kącie. Większości ludziom bardzo trudno jest przestać palić. Kupią sobie kulkę, myśląc, że im starczy, ale potem zrobią wszystko, by zdobyć kolejną. Choćby mieli ją spod ziemi wykopać! Raz znajomi rozmontowali sofę w salonie, bo im się wydawało, że coś kiedyś im tam wpadło.

I znaleźli? 

Tak. Jak zapalili, to się okazało, że to zasuszony kawałek żółtego sera.

A ty jak zostałeś dilerem? 

Z powodu narkotyków. W pewnym momencie zamiłowanie do kresek spowodowało, że nie mogłem normalnie funkcjonować. Waliłem do godziny piątej-szóstej rano, kładłem się spać, a potem nie było siły, żebym się obudził do pracy. No i praca się urwała. Nie miałem kasy, a wąchać się chciało. Zdarzyła się okazja, że miałem pomóc znajomym dilerom jako kierowca. Dostawałem w zamian jakąś działkę i zacząłem to sprzedawać w klubach wśród znajomych. Zanim się zorientowałem, miałem już grupę stałych klientów. I już nie było odwrotu. To jest one way ticket – jak z prostytucją u młodych kobiet. Mówisz sobie, że odłożysz trochę, zainwestujesz, znajdziesz normalną robotę… Gówno prawda. W tym zawodzie możesz w ciągu jednego dnia zarobić 2 tys. zł. Nie codziennie ani nie każdy, ale znam dilera, dla którego to standard. No i jak teraz pójść do normalnej roboty?

Handlujesz crackiem? 

Nie. Zbyt dobrze wiem, co to za gówno. Poza tym to elitarny towar. W Warszawie jest może 20-30 dilerów, którzy tym obracają. Na setki dilerów koksu. Po rozbiciu wielkich grup przestępczych w minionej dekadzie rynek bardzo mocno się podzielił. Wielcy gracze zajmują się przemytem oryginału (do nas trafia głównie z Holandii), a dystrybucja spoczywa w rękach malutkich grup i pojedynczych dilerów.

Boisz się wpadki? 

Oczywiście. To ogromny dyskomfort. Co chwila dostajesz telefon, że kogoś tam wyjęli. Współczesna policja to nie jakieś tam skorumpowane głupki! Na szczęście speców od narkotyków nie ma wielu – ich twarze i samochody są znane. Trzeba jednak zachowywać najwyższą ostrożność. Ryzyko wpadki zależy też w znacznej mierze od twojej klienteli. Ja sprzedaję tylko ludziom dorosłym, przy kasie, na stanowiskach. To są dla policji całkowicie aseksualne osoby. Są co prawda dilerzy sprzedający towar złodziejom i mają stres, bo złodzieje to grupa wysokiego ryzyka. Policja ich rozpracowuje, więc jak przy okazji wpadnie jakiś diler, to przecież nie przepuszczą takiej okazji.

Crack ma mnóstwo synonimów. Często dilerzy stosują własne nazewnictwo, które znają tylko oni i ich klienci, ale niektóre słowa przyjęły się mniej lub bardziej powszechnie, jak choćby: krakowska, syfon, kulka, bomba, kamień, kartofel, jest babcia (bo babcia kartofle gotuje), wujek (bo z Ameryki), kisielek, galaretka.

* Adam nie ma naprawdę na imię Adam, ale jest jak najbardziej prawdziwym warszawskim dilerem kokainy. Rozmowę odbywałem w jego samochodzie, gdy rozwoził po stołecznych sypialniach działki koksu wiosną 2014 roku.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s