Polski sen o koloniach

Historię polskiego kolonializmu można streścić krótko: nie mieliśmy żadnych kolonii pozaeuropejskich, ale bardzo chcieliśmy je mieć.

Gdy tylko Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku, powstało stowarzyszenie Bandera Polska, z którego wyłoniła się Liga Morska i Rzeczna, a w 1930 roku Liga Morska i Kolonialna.

5101

– W okresie tym system kolonialny był traktowany jako naturalny element układu międzynarodowego. Mimo to Piłsudski nie widział sensu w prowadzeniu polityki w odległych miejscach, nieprzynoszącej bezpośrednich korzyści – tłumaczy historyk Błażej Popławski. – Ale w 1935 roku wódz umiera i liczba członków Ligi nagle zaczyna wzrastać. Z 250-300 tysięcy w 1935 roku do prawie miliona w 1939 roku. To pokazuje skalę społecznego poparcia dla idei kolonializmu w Polsce.

W opinii zwolenników kolonii posiadłości zamorskie miały być zadośćuczynieniem za lata zaborów, które wykluczyły Polaków z wyścigu o zamorskie terytoria. Miały też dowodzić mocarstwowych ambicji Rzeczypospolitej. Skoro powstał port w Gdyni, rozwijała się polska flota, to naturalnym tego przedłużeniem powinna być ekspansja zamorska. Podnosiły się też głosy, że powinniśmy otrzymać terytoria, które Niemcy utraciły po I wojnie światowej na mocy traktatu wersalskiego.

3_min_550x385

– Zapewne wielu Polaków traktowało ideę niesienia posłannictwa cywilizacyjnego na peryferiach świata jako moralny obowiązek, słynne „brzemię białego człowieka”. Myślenie takimi „humanitarnymi” kategoriami wpisywało się z kolei doskonale w megalomańską tradycję mesjanizmu czy nawet pracy u podstaw, konceptów mocno zakorzenionych w wyobraźni społecznej – dodaje Popławski.

LIGA MORSKA I KOLONIALNA PODPISUJE TRAKTAT Z LIBERIĄ

Specyfiką polskiego ruchu kolonialnego było to, że jakkolwiek Liga Morska i Kolonialna otrzymywała spore subwencje rządowe i cieszyła się dużym poparciem władz, to była ona z założenia ruchem społecznym. W skład jej władz wchodzili głównie wyżsi rangą wojskowi. To właśnie Liga organizowała ekspedycje rozpoznawcze do Angoli w 1928 roku. Pięć lat później władze Liberii – w owym czasie jednego z zaledwie dwóch państw afrykańskich niebędących koloniami – podpisały nawet z Ligą (a nie z rządem polskim) porozumienie, na mocy którego polscy przedsiębiorcy uzyskiwali preferencyjne warunki przy zakładaniu plantacji, a w zamian władze Liberii zyskiwały namiastkę międzynarodowego poparcia.

ed2e29d2abb46c95d4f5b3d2935f8812

– Dominujące w latach 20. postrzeganie potencjalnych kolonii w Afryce przez pryzmat prestiżu i politycznego zadośćuczynienia zaczęło w latach 30. ustępować miejsca o wiele bardziej pragmatycznemu spojrzeniu gospodarczemu – mówi Popławski. – Dostrzeżono potencjał eksploatacyjny i inwestycyjny takich regionów, jak Liberia, Angola, Kamerun czy Madagaskar. Efekty polskiej ekspansji ekonomicznej w Afryce okazały się jednak zerowe. Opowieść o polskich koloniach to opowieść o śnie, który nie miał prawa się nigdy ziścić.

Z czasem pojawiły się też hasła „Żydzi na Madagaskar”, lecz one więcej mówiły o sytuacji w Polsce niż o ambicjach kolonialnych na wyspie kojarzonej z postacią Maurycego Beniowskiego.

– Część polskich elit – zwłaszcza politycy endeccy – faktycznie widziała w programie kolonialnym odpowiedź na problemy demograficzne, z jakimi zmagała się II RP: przeludnienie i wysoki odsetek mniejszości narodowych, z którymi nie za bardzo wiedziano, co zrobić.

BRATNIA POMOC UCIŚNIONYM NARODOM

Zachodnie mocarstwa nigdy nie zgodziły się na przekazanie Polsce którejkolwiek z kolonii, bardziej realne było wynegocjowanie z Francuzami czy Portugalczykami zgody na założenie plantacji i faktorii w Afryce. Nie wykluczone więc, że polityka Ligi Morskiej i Kolonialnej zaczęłaby ostatecznie przynosić korzyści ekonomiczne, gdyby wszystkiego nie przerwał wybuch II wojny światowej.

Po 1945 roku o dążeniach kolonialnych Polski przypominano sobie raczej niechętnie – po pierwsze dlatego, że w okresie PRL wszystko, co dotyczyło rządów sanacji, było politycznie niepoprawne, a po drugie, ponieważ nastał czas dekolonizacji. Polskie MSZ musiało więc Afrykę „odkryć” na nowo. Relacje, które zaczęto nawiązywać pod koniec lat 50., podporządkowano strategii dyplomatycznej Moskwy. Najpierw otwarto przedstawicielstwa w Egipcie i Etiopii. Po tzw. roku Afryki (1960) sieć ambasad i konsulatów objęła prawie całą Afrykę – z wyjątkiem „bastionu rasizmu i imperializmu”, czyli RPA. Nieśliśmy też „bratnią pomoc uciśnionym narodom”, np. w Angoli.

– To się zaczęło zmieniać pod koniec lat 60. i w latach 70. – podsumowuje Popławski. – Polacy zrozumieli, że angażowanie się w międzynarodowe konflikty wojenne jest deficytowe. Polityka zaczęła więc przybierać bardziej zdroworozsądkowy wymiar: skupiono się na handlu z wybranymi krajami i na wysyłaniu na Czarny Ląd ekspertów na indywidualne kontrakty. Najwięcej osób trafiło do Afryki Północnej i Nigerii.

Mimo olbrzymiego poparcia dla idei kolonii w II RP w samej Afryce o Polsce mało kto słyszał. Dzisiaj jesteśmy kojarzeni tylko w miejscach, w których istniały duże skupiska Polonii – pracowników kontraktowych, misjonarzy, emigrantów z PRL lub uchodźców z ZSRR, którzy do Afryki trafili z armii Andersa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s