Po czym poznać kobietę

„Ależ dobra pani, pani jest mężczyzną!” – wykrzyknął profesor Michaux, gdy tylko zajrzał pod spódnicę swojej pacjentki. Jednak pacjentka nie czuła się mężczyzną. Dotychczas żyła jako kobieta i nie zamierzała tego zmieniać.

SONY DSC
Źródło: genderben.files.wordpress.com

Spotkanie odbyło się 9 lutego 1886 roku w brukselskiej klinice chirurgicznej profesora Michaux. Pacjentka – znana jako Sophie V. – pojawiła się u niego z pewnym problemem: miała 42 lata i od dwóch miesięcy była po raz pierwszy zamężna. Mimo najlepszych chęci, jej mąż nie był w stanie „wypełnić swojego małżeńskiego aktu” w satysfakcjonujący sposób. Penetracja była bardzo płytka albo zgoła niemożliwa i małżonkowie nie potrafili sami sobie z tym poradzić. Profesorowi Michaux wystarczyło rzucić okiem na narządy płciowe swojej pacjentki, by zrozumieć, gdzie leży przyczyna problemu: kobieta nie miała pochwy. Miała natomiast (nie w pełni rozwinięte) narządy męskie.

Ujście cewki moczowej znajdowało się u nasady krótkiego penisa, moszna z jądrami zaś była rozdwojona i do pewnego stopnia przypominała wargi sromowe, co tłumaczy, dlaczego po narodzinach Sophie została uznana za dziewczynkę. Nigdy nie miała też męskiego zarostu, jabłka Adama ani niskiego głosu, niemniej nie rozwinęły się u niej także cechy charakterystyczne dla kobiet, jak piersi czy wcięta talia. Sama zresztą przyznała lekarzowi, że jej mąż ma większe piersi niż ona.

Z punktu widzenia XIX-wiecznego lekarza Sophie była jednak bezapelacyjnie mężczyzną. Miała jądra i najpewniej nie miała jajników, więc sprawa nie podlegała dyskusji. Dla profesora Michaux problemem Sophie nie była więc jej przynależność płciowa, ale jej psychika, która nie akceptowała anatomicznej oczywistości. Dla Sophie wszelako sprawa była o wiele mniej oczywista. Przez 40 lat żyła jako kobieta i za taką się uważała. Teraz dodatkowo miała męża, którego kochała jako mężczyznę, a on ją kochał jako kobietę. Owszem, tuż po urodzeniu lekarze wyrażali pewne wątpliwości i zalecili jej rodzicom ponowną wizytę po kilku miesiącach, by potwierdzić płeć dziecka. Oni tego jednak nie zrobili i wychowali je jako dziewczynkę. Gdy miała 20 lat, na jej wargach sromowych pojawiła się narośl, którą Sophie uznała za przepuklinę, i odtąd obwiązywała się bandażem.Nie podejrzewała nawet, że są to w istocie późno zstąpione jądra. W drugiej połowie XIX wieku to właśnie obecność jąder przesądzała o tym, że ktoś był klasyfikowany jako mężczyzna, podobnie jak jajniki oznaczały bycie kobietą. Wygląd zewnętrzny i to, kim kto się czuł miało zdecydowanie mniejsze znaczenie.

NORMALNY JEST TEN, KTO NIE JEST NIENORMALNY

Dzisiaj Sophie V. określona zostałaby mianem osoby interseksualnej. Dawniej powiedziano by pewnie „hermafrodyta” albo nieco ściślej – „męski pseudohermafrodyta”. Obecnie odróżnia się trzy zjawiska – płeć anatomiczną, gender, czyli płeć kulturową (kim osoba się czuje i jak jest postrzegana), oraz seksualność (orientacja seksualna). W XIX wieku takich rozróżnień nie stosowano. Płeć mogła być tylko żeńska lub męska, a seksualność powinna być z nią spójna, czyli oparta na zasadzie heteroseksualności. Bo jakiekolwiek odstępstwo od takiego schematu zdawało się kłócić z teorią ewolucji. Na cóż naturze osobniki bezproduktywne seksualnie?

Mimo tak rygorystycznego i arbitralnego definiowania płci wyłącznie na podstawie obecności jąder lub jajników medycy XIX stulecia nie byli w stanie zaprzeczyć istnieniu osobników, których przynależność płciowa była co najmniej dyskusyjna. Podobnie jak nie potrafili zaprzeczyć temu, że nie wszyscy są heteroseksualni. To właśnie te odstępstwa od normy przyczyniły się do tego, że zjawiska płci i seksualności zaczęto badać i podejmowano próbę ich definiowania. Bez tych, którzy wyłamują się z normy, nie wiedzielibyśmy przecież, że istnieje jakaś norma. Jednak na jakiej podstawie właściwie określa się czyjąś płeć? Odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Z jednej strony bowiem płeć jest najgłębiej zakorzenionym i najbardziej podstawowym wyznacznikiem tożsamości. Z drugiej – trudno jest jednoznacznie płeć zdefiniować. Dowodzi tego przypadek Sophie V. i tysiące przypadków osób interseksualnych, z którymi medycyna próbowała i próbuje sobie dać radę. Do dziś (a już szczególnie w XIX wieku) obowiązującym paradygmatem pozostaje zasada usuwania niejednoznaczności. U dzieci, u których ujawniają się cechy obydwu płci, lekarze starają się usunąć anatomiczne gruczoły płci uznanej za nieprzeważającą. Usuwa się więc jądra, przycina zbyt długą łechtaczkę, kształtuje nieistniejącą waginę lub odwrotnie – usuwa pochwę, zszywa wargi sromowe, konstruuje penisa, obcina piersi i w obydwu przypadkach podaje hormony. Lęk przed nieokreślonością nakłada się tutaj na potrzebę jednoznacznego oddzielenia i odróżnienia kobiecości od męskości.

POSZUKIWANIE NORM KOBIECOŚCI

W 2009 roku południowoafrykańska biegaczka Caster Semenya została poddana upokarzającym testom mającym wykazać, po której stronie płciowej barykady się znajduje i – co za tym idzie – czy może zachować swoje medale i nadal występować w zawodach przeznaczonych dla kobiet. Federacja lekkoatletyczna ostatecznie pozwoliła jej być kobietą, choć wyniki utajniono i przyznano jednocześnie, że kryteria kobiecości stosowane przez federację są dalece nieostre (sugerując tym samym, że Semenya odbiega jednak od normy, ale nie sposób tego jednoznacznie udowodnić).

Semenya uniknęła gorszego losu, nie zniszczono jej kariery, ale szyderstwa z jej płci nie skończą się pewnie tak długo, jak długo będzie odnosiła sukcesy. Tych ostatnich odmówiono jednak wielu innym atletkom niespełniającym obowiązujących w danym momencie norm kobiecości.

Przymusowe testowanie płci sportsmenek przed zawodami wprowadzono po raz pierwszy podczas mistrzostw Europy w lekkiej atletyce w Budapeszcie w 1966 roku. Metoda z początku nie była wyszukana: komisja lekarek oceniała zawodniczki po wyglądzie ich genitaliów. Jak nieprecyzyjna i podatna na manipulacje była to metoda świadczyć może incydent z panamerykańskich igrzysk w Winnipeg w 1967 roku. Usunięto wówczas z rozgrywek sprinterkę na tej tylko podstawie, że miała zbyt mały biust. W 1967 roku z kariery sportowej zrezygnować musiała biegaczka Ewa Kłobukowska. Oficjalnie mówiono o kontuzji, ale prawdziwą przyczyną był donos działaczy NRD i ZSRR kwestionujących jej płeć. Przed mistrzostwami w Kijowie zbadano ją i oceniono, że konfiguracja jej chromosomów nie pozwala na uznanie jej za kobietę. Jak na ironię metoda badania układu chromosomów, która przesądziła o losach Kłobukowskiej, została już w następnym roku zarzucona i gdyby testy na kobiecość zawodniczka przechodziła podczas igrzysk olimpijskich w Meksyku, zostałaby pewnie zakwalifikowana i mogłaby dalej występować.

Stanisława_Walasiewicz_1938
Stanisława Walasiewicz. Źródło: Wikimedia

Gdy temat interseksualności pojawia się w mediach, towarzyszy mu atmosfera skandalu. Tak się stało w 1980 roku, gdy tragicznie zmarła Stanisława Walasiewicz. Podczas autopsji wyszło na jaw, że genitalia atletki były bardziej podobne do męskich niż kobiecych. Wielu komentatorów uznało to za wystarczający powód, by usunąć z historii wszystkie jej osiągnięcia, w tym medale olimpijskie z 1932 i 1936 roku.

Skandale i oskarżenia o ukrywanie swojej tożsamości, jakie towarzyszą interseksualnym sportsmenkom, pokazują, z jakim trudem przychodzi nam akceptacja osób, których nie potrafimy jednoznacznie przyporządkować do jednej lub drugiej kategorii płciowej. Osoby takie wciąż noszą na sobie stygmat odmieńców podkopujących wygodne normy akceptowalne społecznie. Alice Domurat Dreger pisze w książce „Hermaphrodites and the Medical Invention of Sex”, że cały wysiłek lekarzy i naukowców badających w XIX i XX wieku zagadnienie hermafrodytyzmu zmierzał do tego, by dowieść, że czegoś takiego po prostu nie ma ani być nie może. Stąd potrzeba przyjęcia jednoznacznej definicji męskości i kobiecości. W drugiej połowie XIX wieku o przynależności płciowej decydowała obecność gonad – jąder lub jajników. W XX wieku sprawy się pokomplikowały za sprawą rozwoju endokrynologii i psychologii, ale postawa naukowców i społeczeństwa nie uległa daleko idącej przemianie i wciąż się oczekuje, że każda osoba interseksualna wyzna, jakiej „naprawdę” jest płci.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s