Biustonosze w kosmosie

Gdy 25 maja 1961 roku prezydent Kennedy oświadczył, że przed upływem dekady Amerykanie wylądują na Księżycu, nie zdawał sobie zapewne sprawy z tego, że sukces misji będzie zależał między innymi od pracy kilkudziesięciu szwaczek na co dzień szyjących biustonosze.

21055961324_2c870861b7_k
Źródło: projectapolloarchive

Kennedy nie wnikał w detale techniczne. Chciał jak najszybciej wymazać z pamięci całego świata widok twarzy Jurija Gagarina w białym hełmie z napisem „CCCP” mówiącego z pokładu statku „Wostok”: „Ziemla… krasota kakaja!”. Lyndon Johnson – ówczesny przewodniczący komisji kosmicznej – zaproponował lot i lądowanie na Księżycu. Dodał, że to technicznie możliwe i że obecna przy tym będzie telewizja. Prawda była jednak taka, że nikt za dobrze nie wiedział, czy to możliwe, ani jak tego dokonać.

Niecałe dwa wieki wcześniej, 1 grudnia 1783 roku, francuski wynalazca Jacques Charles wszedł do gondoli swojego wypełnionego wodorem balonu i wzniósł się na wysokość 3 tys. m. Po wylądowaniu opowiadał, że na tej wysokości zaczął odczuwać nieznośny ból w uszach i dostał krwotoku z nosa. Nigdy więcej nie wzniósł się już w powietrze. Stało się oczywiste, że najsłabszym ogniwem w podboju przestworzy ostatecznie okaże się nie technika, lecz człowiek.

Dlatego też takim szokiem był lot Gagarina z 12 kwietnia 1961 roku. Bo pomijając wszystkie aspekty propagandowe i strategiczne, Rosjanie dowiedli, że potrafią skonstruować rakietę, która bezpiecznie wyniesie na orbitę i pozwoli wrócić na Ziemię czemuś tak delikatnemu, a zarazem skomplikowanemu jak człowiek.

RR5220-0010R
Źródło: Wikimedia

Projekt wysłania człowieka na Księżyc był jednak czymś dalece bardziej złożonym niż wykonanie kilku okrążeń Ziemi. Jednym z powodów było to, że wszystkie konstruowane dotąd rakiety były w istocie zaadaptowanymi do celów cywilnych pociskami balistycznymi, których zadaniem, jak wiadomo, jest zrzucenie ładunku gdzieś na drugim końcu Ziemi, a nie dolecenie do ciała niebieskiego oddalonego o 300 tys. km. Innym problemem były warunki panujące na Księżycu – kosmiczna próżnia i skrajne temperatury. Astronautów trzeba było na tę okoliczność stosownie ubrać w skafandry ciśnieniowe. Tyle że nikt w 1961 roku nie miał dobrego pomysłu, jak takie skafandry miałyby wyglądać.

OPONA W KSZTAŁCIE CZŁOWIEKA

Pierwsze skafandry ciśnieniowe pojawiły się – co trudno uznać za niespodziankę – w kulturze popularnej: najpierw w komiksie („Buck Rogers” z 1928 roku), nieco później w filmie „Air Hawks” z 1935 roku. W tym ostatnim wystąpił zresztą w epizodycznej roli ekscentryczny jednooki pilot Wiley Post, który jako pierwszy w historii zaczął korzystać ze skafandra ciśnieniowego. Zamówił go w firmie oponiarskiej BFGoodrich, tłumacząc, że potrzebuje „opony w kształcie człowieka”. Firma wyprodukowała łącznie trzy prototypy: pierwszy eksplodował podczas testu, drugi zadziałał, ale Post nie był w stanie go zdjąć i trzeba było skafander rozcinać. Dopiero trzeci prototyp okazał się sprawny. Dzięki niemu pilot wspiął się na pokładzie swojego lockheeda vegi na wysokość 15 tys. m. Niestety, zginął w tym samym roku w wypadku na Alasce i nikt jego doświadczeń nie kontynuował.

buck-rogers-cover
Źródło: top50sf

Amerykańscy astronauci z początku lat 60. mieli do dyspozycji skafandry niewiele lepsze niż prototypy Posta. Zresztą skafander Alana Sheparda – pierwszego Amerykanina, który przekroczył barierę kosmosu – wykonała ta sama firma: BFGoodrich. W istocie był to pomalowany na srebrno skafander dla pilotów odrzutowców. Srebrny kolor miał się bardziej kojarzyć z kosmosem niż wojskowe khaki. Szefowie projektu „Mercury” wiedzieli, że to, w co ubierają astronautów, musi dobrze wypadać na zdjęciach.

http___airandspace.si.edu_webimages_collections_full_A19770563000d.jpg
Źródło: airandspace.si.edu

W 1953 roku przygotowywano sesję zdjęciową ze Scottem Crossfieldem – jednym z pilotów testujących samolot o napędzie rakietowym X-15. Zdjęcie miało trafić na okładkę popularnego magazynu „Collier’s”, ale fotoedytorowi ciemno-zielony kolor skafandra kojarzył się mało kosmicznie. Przemalowano go więc sprejem na srebrno. W 1965 roku kolor skafandrów zmieniono na biały, gdy się okazało, że promienie słońca odbijające się od srebrnej powłoki oślepiają astronautów.

Białe czy srebrne, skafandry w połowie lat 60. wciąż były wielce niedoskonałe. Przede wszystkim wymagały od astronautów podejmowania wielkiego wysiłku przy każdym ruchu. W 1966 roku technicy na Ziemi usunęli dwa litry potu ze skafandra Eugene’a Cernana, który odbył w kosmosie dwugodzinny spacer. Astronauta zdarł sobie również wszystkie paznokcie u rąk na skutek tarcia o gumowe wnętrze ciasnych rękawic.

Przewidując, że skafander może się okazać jednym z największych ograniczeń w pracy nad programem „Apollo”, NASA ogłosiła w 1962 roku konkurs na projekt stroju dla astronautów, którzy mieli lecieć na Księżyc. Ku kompletnemu zaskoczeniu wszystkich organizatorów i uczestników konkursu wygrała go bezapelacyjnie firma niemająca nic wspólnego z przemysłem zbrojeniowym ani kosmicznym. Była nią firma Playtex – producent biustonoszy, majtek wyszczuplających i tamponów.

diagram
Źródło: www.playtexplayon.com

KOBIETY NIE MAJĄ NIC WSPÓLNEGO Z KOSMOSEM

Firmę (która początkowo nazywała się International Latex Corporation) założył w 1932 roku niejaki Abram Spanel. Początkowo ILC zajmowała się produkcją nieprzepuszczalnych majtek dla niemowlaków, czepków kąpielowych, a od 1940 roku – lateksowych majtek wyszczuplających dla kobiet. Jednak po 1941 roku, gdy USA włączyły się do działań wojennych, lateks został uznany za materiał strategiczny i firma stanęła na skraju bankructwa. By się przed tym uchronić, Spanel stworzył specjalny dział badawczo-przemysłowy, którego celem było rozwijanie takich zastosowań lateksu, które dawałyby możliwość zawierania kontraktów z przemysłem zbrojeniowym. Firma przetrwała wojnę i od 1947 roku (już jako Playtex) zajęła się na powrót produkcją bielizny damskiej, ale działu badawczego nie rozwiązano. I to on wygrał konkurs NASA.

Dla szefów agencji kosmicznej Playtex był jednak wyborem co najmniej wstydliwym. NASA czyniła wielkie starania, aby kosmos w żaden sposób nie kojarzył się z kobietami (świadomie odcinano im wszelkie możliwości kariery w tej dziedzinie). Obawiano się też, że relatywnie mała firma, której kultura korporacyjna bardziej przypomina niewielką manufakturę niż koncern przemysłowy, nie podoła precyzyjnym wymogom współpracy z wielką rządową agencją. Przedstawicieli przemysłu zbrojeniowego bolało także, że główni inżynierowie Playtexa nie mieli za sobą żadnego prestiżowego uniwersytetu. Szefem projektu w firmie był osobnik, który wcześniej parał się naprawą telewizorów, jego zastępca zaś miał doświadczenie w handlowaniu maszynami do szycia.

Wstydliwy kontrakt starano się na wszelkie możliwe sposoby torpedować, aż w końcu anulowano konkurs i rozpisano go ponownie. Firma znowu stanęła do konkursu… i znowu okazała się bezkonkurencyjna. Ostatecznie w 1965 roku skafander A7L firmy Playtex został oficjalnie zatwierdzony jako strój astronautów programu „Apollo”. Co go wyróżniało? Filozofia, z jaką był tworzony. Niemal wszystkie inne projekty wychodziły od tego, jak skafander powinien wyglądać i z czego powinien być zrobiony. Tymczasem projektanci Playtexa wyszli od drugiego końca, czyli od człowieka, który miał ten skafander nosić. O ile wszystkie konkurencyjne projekty zakładały rozwiązania sztywne, przypominające średniowieczną zbroję, o tyle Playtex zaproponował skafander składający się z 21 warstw miękkich materiałów, z których wiele było wykorzystywanych w produkcji biustonoszy. Również metoda produkcji była odmienna niż u tradycyjnych podwykonawców NASA: zamiast skomplikowanych maszyn i laboratoryjnych warunków skafander A7L – od którego zależało życie astronautów na Księżycu – był szyty ręcznie lub ewentualnie na starych maszynach Singera przez kilkadziesiąt szwaczek.

21683293425_ed9167be65_k
Źródło: projectapolloarchive

Zderzenie biurokracji NASA z pragmatyzmem firmy Playtex przybrało też dość zabawny obrót, gdy decydowano się na sposób dopasowywania rozmiarów skafandra do poszczególnych astronautów. NASA chciała, by wszystkie elementy kombinezonu były indywidualnie mierzone i numerowane. Playtex uznał, że to absurdalne. Przekonali NASA, że elementy stroju będą wykonywane tylko w trzech rozmiarach oznaczanych odpowiednio literkami S/M/L. Jedynym wyjątkiem był moduł do odbierania moczu (wkładany na członek), który nosił oznaczenia L/XL/XXL.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s