Wprawianie w ruch powietrza

Ludziom muzyka z płyty „Oxygène” kojarzy się z kosmosem. Ale przecież tytuł tej płyty oznacza „tlen”. W kosmosie nie ma tlenu. Ten tytuł zrodził się z mojej fascynacji tym, że praca kompozytora muzyki elektronicznej jest czymś niewidzialnym, ponieważ polega na wprawianiu w ruch powietrza – mówi Jean-Michel Jarre. Płyta „Oxygène” wypełniona ostentacyjnie minimalistycznymi utworami ukazała się 39 lat temu, i choć początkowo nie zachwyciła krytyków, to uczyniła z francuskiego kompozytora megagwiazdę. 

Oxygene_album_cover

Nie wiem, kiedy postanowiłem zostać kompozytorem, ale pamiętam jeden szczególny moment, który pozwolił mi zrozumieć, czym jest muzyka – wspomina Jean-Michel Jarre. – Moja mama zabrała mnie na koncert egipskiej diwy, Umm Kulsum. Miałem jakieś 9, może 10 lat. Ona zaśpiewała dwie, może trzy piosenki, które wypełniły trzygodzinny koncert. To było coś tak niezwykle intensywnego, że po wyjściu z koncertu wyznałem, że w przyszłości chciałbym się z nią ożenić.

I co wtedy zrozumiałeś?

Że muzyka jest czymś organicznym, wypływa z trzewi. Jest czymś, co pochodzi z głębi nas, pobudza emocje pierwotne i zarazem subtelne. Ale muzyki nie da się opowiedzieć, nie można przełożyć jej na słowa czy idee. W tradycji zachodu o tej organicznej naturze dźwięku trochę zapomnieliśmy. Zaczęliśmy ją analizować, spisywać, budować wokół niej skomplikowane teorie. Pomiędzy kompozytorem a muzykiem  stawiamy interfejs papieru, nut i partytur. Wielu wybitnych kompozytorów nigdy nie miało szans usłyszeć swoich własnych utworów. Bo do tego trzeba było wynająć orkiestrę.

Continue reading „Wprawianie w ruch powietrza”

Piraci (Spółka Akcyjna)

Piractwo zawsze przynosiło korzyści. Historia piractwa nie ogranicza się jednak do łupienia przepływających statków i zakopywania skrabu na bezludnych wyspach. To także fascynujące dzieje ludzi, którzy w poszukiwaniu bogactwa stworzyli własny świat rządzący się swoimi prawami – prawami, które mają niewiele wspólnego z tym, co ukazują hollywoodzkie filmy.

Złoty wiek piractwa drugiej połowy XVII i początku XVIII stulecia mógłby się stać niewyczerpaną kopalnią niesamowitych opowieści i zdarzeń, których jedyną wadą jest to, że nie do końca pasują do ukształtowanego przez hollywood schematu pirackiej przygody. Bo czyż można sobie wyobrazić piratów bez zakopanego skarbu i tajemnych map? A jednak: prawdziwi piraci skarbu nie zakopywali. Byli zbyt rozrzutni, by cokolwiek zakopywać na później. I zbyt świadomi, że w ich życiu pojęcie „później” jest więcej niż ulotne.

Hanging_of_William_Kidd
Ciało Williama Kidda przez 20 lat wisiało w klatce nad Tamizą, by odstraszać innych śmiałków, którzy chcieliby przejść na stronę piratów.

Zdarzył się wszakże jeden wyjątek: skarb zakopał kapitan William Kidd. Ale Kidd był przypadkiem szczególnym. Sam zresztą nie czuł się piratem, mimo iż do legendy przeszedł jako ucieleśnienie zuchwałości i bezwzględności piractwa. Jego zwłoki – zalane smołą i wiszące w klatce nad Tamizą – przez 20 lat odstraszały śmiałków szukających szczęścia w łupieszczych wyprawach. Ale zanim stał się synonimem łotra i złodzieja, “wielce umiłowany kapitan” Kidd był przyjacielem nowojorskiej socjety z kontaktami na dworze królewskim i zaufanym lorda Bellomonta, gubernatora Nowego Jorku. To właśnie Bellomont i jego możni sprzymierzeńcy wciągnęli Kidda w osobliwy i przewrotny plan: miał wyruszyć na wyprawę, której celem było zniszczenie piractwa. Może nie całego, ale przynajmniej części. Oficjalnie była to prywatna inicjatywa Kidda, więc nikt poza nim nie ponosił za nią odpowiedzialności. Można też było na niej zarobić odbierając piratom ich łupy (tu już chętnych do podziału było znacznie więcej). Wyprawa dawała też sposobność do zaatakowania (przy okazji) statków francuskich, a nic tak nie cieszyło króla, jak uprzykrzenie życia Francuzom.

Continue reading „Piraci (Spółka Akcyjna)”

Stulecie dronów

Niewielkie bezzałogowe pojazdy powietrzne stają się coraz bardziej powszechnym zjawiskiem na współczesnym teatrze wojny. Są wszędobylskie, wytrwałe, skuteczne i groźne. Mimo, że nie są w pełni autonomiczne, to wciąż wydają nam się bardziej rodem z science fiction niż z naszego porządku. Tymczasem historia dronów jest tak stara jak historia lotnictwa i sięga samych początków XX stulecia.

Pierwsze aeroplany były wątłymi, pokracznymi i niesfornymi konstrukcjami. Jeśli w kimś wzbudzały lęk, to przede wszystkim w samych zasiadających za ich sterami pilotach. Wiedza o aerodynamice była w powijakach, zaś innowacje i rozwiązania techniczne wprowadzano metodą prób i błędów. Błędy z kolei nierzadko kosztowały życie pionierów lotnictwa. Otto Lilienthal („król szybowników”) miał jakoby rzec tuż przed swoją tragiczną śmiercią w 1896 roku: „drobne ofiary są konieczne”. Zdanie to przybrało szczególnie gorzki wyraz z chwilą wybuchu I wojny światowej. Lotnicy zasiadający za sterami samolotów musieli nie tylko walczyć z techniczną niedoskonałością swoich maszyn, ale także z ostrzałem karabinów maszynowych, przed którymi ich płócienno-drewniane konstrukcje były właściwie bezbronne.

"The Bug" Kettering (źródło)
„The Bug” Kettering (źródło)

Continue reading „Stulecie dronów”

Seks, wolność i kasety wideo

“Głębokie gardło” – najsłynniejszy film pornograficzny wszechczasów otwiera ciągnąca się w nieskończoność sekwencja, w której główna bohaterka przemierza miasto samochodem. Uczeni do dziś spierają się dokąd kobieta jedzie i dlaczego trwa to tak długo. 

Deep_throat_PD_poster

Sam film odpowiedzi na te pytania nie przynosi. Mimo to, sekwencje komunikacyjne stały się nieodłącznym elementem gatunku. Umberto Eco pisał wręcz: “w filmach pornograficznych roi się od postaci, które wsiadają do samochodu i przemierzają całe kilometry, od par, które tracą niewiarygodnie dużo czasu na zameldowanie się w hotelu, panów, którzy marnują cenne minuty w windzie, zamiast od razu udać się do pokoju, dziewczyn, które sączą rozmaite trunki i zabawiają się koszulkami i koronkami, a dopiero potem wyznają, że przedkładają Safonę nad Don Juana. Mówiąc prosto z mostu, choć nieco ordynarnie, nim dojdzie do zdrowego spółkowania, trzeba zapoznać się kapkę z problemami komunikacji”.

Continue reading „Seks, wolność i kasety wideo”

Robotowi chwała

Gdy Japończycy postanowili zrozumieć kulturę Zachodu, wysłali do Watykanu robota. Nie po to, by z ukrycia podstępnie szpiegował, nagrywał i podłsłuchiwał (wątpliwe, by ktokolwiek chciał poznać tajniki kościelnego państwa), lecz by sprawdzić, jak na taką maszynę zareagują przedstawiciele Kościoła. 

Plastikowy jegomość, który pod koniec lat dziewięćdziesiątych zawitał w papieskiej rezydencji miał na imię ASIMO. Jego wizyta w Rzymie przeszła jednak prawie niezauważona – ot kolejna niecodzienna audiencja u papieża, do jakich media dawno już przywykły. Dla inżynierów Hondy sprawa była jednak poważna: chcieli się dowiedzieć, czy Kościół miałby coś przeciwko człekokształtnym robotom. Kościół nie miał.

giphy

W opinii Europejczyków i Amerykanów, Japończycy są… hmmm… nieco dziwaczni. Manga, anime, karaoke, sumo i harakiri. No i roboty. No właśnie, roboty. Jedna trzecia wszystkich robotów na świecie znajduje się w Japonii. I pomijając całkiem zmyślne, ale w gruncie rzeczy dość nijakie maszyny przemysłowe, to spora część japońskich robotów nie jest niczym więcej niż bardzo zaawansowanymi i drogimi zabawkami dla dużych dzieci. Sami Japończycy jednak widzą tę sprawę zgoła inaczej: zastanawiają się, skąd w kulturze Zachodu wzięła się tak jawna robofobia.

Continue reading „Robotowi chwała”

Terapeutyczna moc wibratora

Jak to się stało, że jedna z najbardziej niepokojących chorób XIX wieku odeszła w niepamięć? Czy histeria zniknęła? A może nigdy takiej choroby nie było? 

Szpitale psychiatryczne i gabinety specjalistów zapełnione były przez kobiety cierpiące na trudną do zdiagnozowania i jeszcze trudniejszą do wyleczenia przypadłość. Jej objawy mogły przybierać rozmaitą postać – od omdleń, zawrotów głowy i niestrawności, aż po gwałtowne ataki przypominające padaczkę. Mimo różnorodności objawów, znakomita większość lekarzy przyczyn histerii upatrywała w kobiecych narządach rodnych.

Takie skojarzenie sugerowała już sama nazwa (wprowadzona przez Hipokratesa): histeria, to po grecku “choroba łona”. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że to niekoniecznie musiało oznaczać przypadłość ściśle ginekologiczną, ponieważ zgodnie z tradycyjnym dogmatem – obowiązującym przynajmniej do połowy XIX wieku – istota kobiecości sprowadza się niemal wyłącznie do funkcji rozrodczej. Kobiety – dowodzili dawni lekarze – są inne. Mają inną konstrukcję biologiczną, składa się innych elementów, ich organizmy działają inaczej. Krótko mówiąc – kobiety są zasadniczo dwunożnymi macicami. Narządy rozrodcze uważano za najważniejszy układ ciała kobiety, nie tylko w wymiarze społecznym, ale także biologicznym. Hipokrates pisał, że “wszystkie choroby kobiet biorą się z łona”. Platon postrzegał łono jako żywe, żarłoczne, drapieżne i nieprzewidywalne zwierzę, któremu w pełni poddana jest kobieta. Stąd jej zmienność nastrojów i jej wielka niedoskonałość.

Continue reading „Terapeutyczna moc wibratora”

Władcy czasu

Podróże w czasie od stuleci przyciągają uwagę ludzi, jednak obłędną karierę zrobiły dopiero w XX wieku. Stało się to dzięki rozwojowi współczesnej fizyki, która w ekstremalnych warunkach dopuszcza możliwość takich wojaży, ale przede wszystkim dzięki stworzeniu najprawdziwszej maszyny do przemieszczania się w czwartym wymiarze: kinu.

Podróżowanie w czasie nie jednak jest sprawą prostą. Przekonał się o tym między innymi Ijon Tichy, bohater “Dzienników gwiazdowych” Stanisława Lema. Tichy wpadł w pobliżu Betelgeuzy w pętlę czasową, na skutek czego jego rakieta poczeła się z dnia na dzień wypełniać ludźmi, którzy byli w istocie tą samą osobą (czyli Tichym) z różnych dni, tygodni, miesięcy, a jeden był nawet z następnego roku. Osobliwe położenie, w którym znalazł się gwiezdny pilot było rezultatem wlecenia przezeń w obszar groźnych i tajemniczych wirów grawitacyjnych, “w liczbie stu czterdziestu siedmiu, których istnienie wyjaśnia sześć astrofizycznych teorii, a każda inaczej”.

Źródło: scorpiondagger
Źródło: scorpiondagger

Podróż w czasie może mieć charakter niezamierzony (jak w przypadku Ijona Tichego) bądź dobrowolny. W tym drugim wypadku, konieczne staje się użycie wehikułu czasu. Jak choćby tego z “Powrotu do przyszłości”.

Continue reading „Władcy czasu”

Droga do nieśmiertelności

Jeśli przyznawanoby jakąś nagrodę dla polityków za szczególnie odważne lub oryginalne programy wyborcze, z pewnością przypadłaby ona (pośmiertnie) Leonardowi Jonesowi z Kentucky. Jones bezskutecznie, acz wytrwale ubiegał się o fotel prezydenta USA przez dwie dekady w latach 50 i 60 XIX wieku. Jego program był ponad wszelką wątpliwość oryginalny i ambitny, choć cechował go również skrajny minimalizm. 

Jones nie proponował niczego w takich dziedzinach, jak ekonomia, polityka społeczna, edukacja, czy gospodarka. Właściwie nie proponował niczego poza samym sobą i swoim życiem. A życie jego – jak zapewniał – miało nie mieć końca. Jones twierdził po prostu, że jest nieśmiertelny. I że w zasadzie każdy może się stać nieśmiertelny pod warunkiem, że będzie się gorliwie modlił i pościł. Niestety polityk zmarł dość niespodziewanie w 1868 roku.

Leonard
Leonard „Wieczne Życie” Jones

Continue reading „Droga do nieśmiertelności”

Zrodzone z pesymizmu, czyli co mają ze sobą wspólnego igrzyska olimpijskie i ogródki działkowe

Pracownicze ogródki działkowe nie są reliktem komuny. Tak samo jak wegetarianizm, igrzyska olimpijskie i naturyzm, są dziedzictwem dziewiętnastowiecznego pesymizmu, przekonania, że świat zmierza nieuchronnie ku zagładzie, a ludzie powoli, lecz nieubłaganie staczają się do stanu zwyrodnienia.

W trójkącie pomiędzy ulicą Hajducką i aleją Wojowników o Wolność i Demokrację w Chorzowie kryją się pozostałości ogródków działkowych pochodzących z 1905 roku. To najstarsze zachowane na ziemiach polskich tego rodzaju założenie urbanistyczne. Niekiedy mieszkańcy miasta nazywają je „ogrodami schreberowskimi” podkreślając tym samym jego niemiecką genezę. Faktycznie w języku niemieckim utarło się ogródki działkowe nazywać Schrebergärten, nawiązując do postaci Moritza Schrebera (1808 – 1861) – lekarza, autora popularnych książek o wychowaniu młodzieży. Schreber zalecał w stosunku do dzieci – zwłaszcza płci męskiej – żelazną dyscyplinę i wojskowy dryl. Wszelką słabość należało ganić, a siłę chwalić, lecz niekoniecznie nagradzać, albowiem jakakolwiek oznaka rodzicielskiej miłości mogłaby prowadzić do zniewieścienia i zmiękczenia charakteru. Choć książki Schrebera sprzedawały się jak świeże bułeczki, to trudno powiedzieć, by jego własne potomstwo czyniło dobrą reklamę teoriom wychowawczym ich ojca. Jeden z jego synów popełnił samobójstwo, drugi zaś żył w przeświadczeniu, że Bóg nieustannie próbuje go zgwałcić i zapłodnić wysyłając promienie słońca do jego odbytu. Zygmunt Freud był tak zafascynowany tym przypadkiem, że napisał o nim książkę.

Heilgymnastik_an_Zanderschen_Apparaten
Aparaty do gimnastyki Moritza Schrebera. Miały imitować ruchy charakterystyczne dla pracy fizycznej na farmie.

Continue reading „Zrodzone z pesymizmu, czyli co mają ze sobą wspólnego igrzyska olimpijskie i ogródki działkowe”

Porządni faceci, którzy kroją koty

W 2011 roku Amerykanie zastrzelili Osamę bin Ladena. Widowiskowa akcja komandosów (oraz psa) zakończyła jedno z najdłuższych i najbardziej skomplikowanych polowań na pojedynczego człowieka, jakie kiedykolwiek podjęły służby wywiadowcze. 

Najnowocześniejszy sprzęt, satelity, bezzałogowe samoloty, ukryte kamery, mikrofony i inne gadżety są niewątpliwie fajne i pomocne, pod warunkiem, że wiadomo, kogo mają śledzić, podsłuchiwać i podglądać. Tymczasem podczas poszukiwania Osamy bin Ladena CIA przez długi czas nie wiedziała od czego zacząć. Przełom w sprawie przyniosło nie żadne elektroniczne cacko za miliony dolarów, ale stara, sprawdzona metoda „podkręconego” przesłuchania, dzięki któremu ustalono nazwisko kuriera bin Ladena. Reszta była już prosta (o ile prostym można nazwać coś, co zajęło największej organizacji na świecie aż cztery lata).

Spy-cat-1-1

Continue reading „Porządni faceci, którzy kroją koty”