
Michał Szlaga na zdjęciu Michała Szlagi
Szlaga: Bywało, że nie wychodziłem w ogóle ze Stoczni przez miesiąc albo i dłużej. Zdarzały się nieprzerwane dwutygodniowe imprezy. Na dole była przez jakiś czas hurtownia spożywcza. Oni dowozili ludziom zakupy na telefon. Ale można było też zejść, zapukać i podać numery produktów. Po kilku minutach pan wystawiał siatkę przed drzwi. Funkcjonowały też bufety stoczniowe. Pozostawała tylko kwestia szmuglowania alkoholu do środka.
Kopcewicz: To była nagła potrzeba. Musiałem jakoś zdobyć alkohol, więc postanowiłem przeszmuglować ćwiartki ukryte w chlebie. Strażnicy ich nie wykryli, ale i tak akcja skończyła się fatalną awanturą, bo byłem już podpity. Zabrali mi przepustkę i wyrzucili za bramę. Musiałem później przeskakiwać przez mur przy kazamatach. Doczołgałem się jakoś do Kolonii, a następnego dnia stawiłem na dywaniku u komendanta Grudnia, by wytłumaczyć mu całą sytuację. Był bardzo wyrozumiały i wystawił mi kolejną przepustkę. Wspaniały człowiek!
Całość mojego tekstu o artystach działających na terenie dawnej Stoczni Gdańskiej można przeczytać na stronie Malemena.

Tomek Kopcewicz (fot. Szlaga)
Niestety zdjęcia na stronie Malemena są wykadrowane, ale tu można zobaczyć, jak wyglądała oryginalna publikacja.




Zlokalizowana na “niskim parterze”, jak należy sądzić. Normalnie takie miejscówki nazywa się suterenami. W tym wypadku, to raczej “submaryna”.